Etykiety

piątek, 31 stycznia 2025

Julian Tuwim – Kwiaty polskie / fragment /





My country is my home. Ojczyzna

Jest moim domem. Mnie w udziele
A inne kraje to hotele.
Mój dom. Mieszkanie. Pokój. Biurko.
A w nim (pamiętasz?) ta szuflada,
Do której się przez lata składa
Nie używane już portfele,
Wygasłe kwity, wizytówki,
Resztki żarówki, ćwierć-ołówki…
Leży tam spinka, fajka, śrubka,
Syndetikonu pusta tubka,
Jakaś pincetka czy pipetka,
Stara podarta portmonetka.
Kostka do gry, koreczek szklany.
Bilet na dworcu nie oddany,
Szary zamszowy futeralik,
Zeschły pędzelek, lak, medalik,
Przycisk z jaszczurką bez ogona,
Legitymacja przedawniona,
Brązowe pióro wypalane
Z białym napisem „Zakopane”.
Korbka od czegoś, klucz do czegoś,
Lecz już oboje „do niczegoś”
Słowem, wiesz, jaka to szulflada…
A gdy jej wnętrze dobrze zbadasz,
Znajdziesz tam małe zasuszone
Serce twe, w gratach zagubione…
Więc nie wyrzucaj nic, nie sprzątaj…
Przyda, nie przyda się — niech leży.
Oszczędzaj graty przy „porządkach”
W takich szufladach i zakątkach,
Boś z każdym cząstkę życia przeżył
I trwasz, nie wiedząc, z tą starzyzną…
Jak z tą szufladą, tak z ojczyzną:

Nic nie wyrzucisz. Coś ci wzbrania

Przetrząsnąć lamus przywiązania
I „niepotrzebne”, „nieużyte”
Usunąć. Niech zostanie z tobą.
Zabobon, mówisz? Tak, zabobon…
Ludzie uczeni zwą to – mitem.
I z tej codziennej mitologii
Nagłych, z zaułka, zjawień, olśnień,
To z barwy, z linii, to z melodii
Chwila ojczyzną ci wyrośnie.
Zjawi się taka niewątpliwa,
Wyłączna, nie do podrobienia,
Że poznasz z echa, zwęszysz z cienia
To ona – twoja, własna, żywa.
Dom polski przypadł. To – ojczyzna.

Julian Tuwim

- Tadeusz Śliwiak - Otwieranie drzwi







Otwieranie drzwi


Gdy je otwieram
światło w nich staje jak blady arlekin
głośniejszy jest szum morza
i wiatr mocniej pachnie

staje w nich siwy listonosz
wozy z mięsem i sady
pies na łańcuchu studnia
i dziewczyna z kwiatem

nie ma takich drzwi
których nie warto otworzyć
a kto nie pyta codziennie
"co jest za tymi drzwiami"?

ten dawno już umarł
tylko o tym nie wie

Tadeusz Śliwiak


środa, 29 stycznia 2025

Przez uchylone drzwi


Dziś przypadkowo usłyszałam po prawie 50 latach – bardzo popularną, w latach 60 i 70 piosenkę „Pamelo żegnaj”  Słuchano ją wtedy prawie na okrągło…. Ja też. . Do tej pory budzi we mnie wspomnienie wczesnych lat gierkowskich, kiedy otworzyliśmy się trochę na świat, podniosły się zarobki, poprawiły się nasze warunki bytowe, z nadzieją patrzyło się w przyszłość......no i to była młodość, jeszcze młodość.

                                                

                                                             ŻEGNAJ  PAMELO



Słyszysz, Pamelo, ten śpiew i dźwięki gitar?

To śpiewają chłopcy z naszego puebla.
Jutro o świcie idziemy w świat.
Głód wypędza nas z tego pustego stepu,
na którym rosną tylko kolczaste opuncje.
Może w dalekim mieście znajdziemy
odrobinę chleba i odrobinę szczęścia?


Niebo skąpi suchej ziemi kropli deszczu,
niebo skąpi szczęścia biednym tak, jak my.
Ukochany, to jest nasz ostatni wieczór,
odejdziemy, kiedy błyśnie siwy świt.
Za tym pustym stepem miasto jest ogromne,
dla nas dwojga tam zbuduję piękny dom,
przyślę list, a potem ty przyjedziesz do mnie,
odnajdziemy szczęście swe daleko stąd.

Już tylu chłopców odchodziło z naszego puebla
i wszyscy przysięgali swym dziewczynom,
że wkrótce je do siebie zabiorą - żaden nie przysłał listu.
Pewnie i w tym mieście życie jest łatwiejsze, niż u nas.
Żegnaj więc, kochany, lecz proszę cię:
nie zapomnij nigdy o mnie.


Księżyc swoją złotą twarz pochylił nisko,
niech nie słucha - nie zrozumie naszych słów.
Chociaż wiem, że nie otrzymam twego listu,
mów o szczęściu, o spotkaniu naszym mów.
Za tym pustym stepem miasto jest ogromne,
dla nas dwojga tam zbuduję piękny dom,
przyślę list, a potem ty przyjedziesz do mnie,
odnajdziemy szczęście swe daleko stąd.

Odnajdziemy szczęście swe daleko stąd.
 



środa, 22 stycznia 2025

Józef Ignacy Kraszewski - Dziad i baba / 1843r./


 

Rysunek Piotra Stachiewicza.


W dzieciństwie bardzo lubiłam tą bajkę, za jakiś czas, który był mgnieniem oka czytałam ją wnuczkom. Pewnie kiedyś powędruje do następnych pokoleń..... 


Był sobie dziad i baba, 
Bardzo starzy oboje, 
Ona kaszląca, słaba, 
On skurczony we dwoje. 
Mieli chatkę maleńką, 
Taką starą jak oni, 
Jedno miała okienko
I jeden był wchód do niéj. 


Żyli bardzo szczęśliwie
I spokojnie jak w niebie, 
Czemu ja się nie dziwię, 
Bo przywykli do siebie. 
Tylko smutno im było, 
Że umierać musieli, 
Że się kiedyś mogiłą
Długie życie rozdzieli. 

II
I modlili się szczerze, 
Aby Bożym rozkazem, 
Kiedy śmierć ich zabierze. 
Brała oboje razem. — 
„Razem! to być nie może, 
Ktoś choć chwilą wprzód skona” — 
„Byle nie ty nieboże”. 
„Byle tylko nie ona”. 


Wprzód umrę, woła baba, 
Jestem starsza od ciebie, 
Co chwila bardziej słaba, 
Zapłaczesz na pogrzebie”. 
„Ja wprzódy, moja miła, 
Ja kaszlę bez ustanku
I zimna mnie mogiła
Przykryje lada ranku”. — 
„Mnie wprzódy”. „Mnie, kochanie”. 
„Mnie mówię”. „Dość już tego, 
Dla ciebie płacz zostanie”. 
„A tobie nie? dlaczego?”
I tak daléj i daléj, 
Jak zaczęli się kłócić, 
Tak się z miejsca porwali, 
Chatkę chcieli porzucić. —
 
III
Aż do drzwi — puk powoli. 
„Kto tam?”

IV
„Otwórzcie proszę,
Posłuszna waszéj woli, 
Śmierć jestem: skon przynoszę”. 

V
„Idź babo drzwi otworzyć!”
„Ot to: Idź sam, ja słaba, 
Ja pójdę się położyć”, 
Odpowiedziała baba. — 
„A śmierć na słocie stoi, 
I czeka tam nieboga”, 
„Idź otwórz z łaski swojej” — 
„Ty otwórz moja droga”

VI
Baba za piecem z cicha
Kryjówki sobie szuka, 
Dziad pod ławę się wpycha, 
A śmierć stoi i puka. 
I byłaby lat dwieście
Pode drzwiami tam stała; 
Lecz znudzona nareszcie, 
Kominem wleźć musiała. 

Józef Ignacy Kraszewski.

wtorek, 21 stycznia 2025

Jarosław Borszewicz * * *


Józef Chełmoński.


Ze wszystkich podróży
najbardziej lubię
te długie wycieczki
w siebie

bo to i cholera wie
którędy
i stacja docelowa
nie wiadomo
gdzie

lubię te podróże
bo
mogę wybierać się w nie 


będąc
w tramwaju
w pracy
na ulicy

lubię te podróże
bo
tyle nieznanych krajobrazów
spotykam po drodze
tyle nieodkrytych miejsc

lubię te podróże
w które wyruszam bez biletu
a wracam
z tyloma bagażami
.
.(z tomu "Zezowaty duet") 

poniedziałek, 20 stycznia 2025

Mário Raul Morais de Andrade - Moja dusza się spieszy








Mário de Andrade, a właściwie Mário Raul Morais de Andrade  (ur. IX 1893, - zm, II 1945 Sao Paulo,)   

Brazylijski poeta, pisarz, krytyk i muzykolog. Był współtwórcą brazylijskiego modernizmu. 


Moja dusza się spieszy


Policzyłem swoje lata 
i odkryłem, że zostało mi mniej lat życia 
w porównaniu do czasu, który żyję do tej pory. 
Mam więcej przeszłości niż przyszłości. 
Czuję się jak chłopak, który wygrał paczkę smakołyków. 
Najpierw zjada je z przyjemnością, 
ale kiedy zdał sobie sprawę, że zostało ich niewiele, 
zaczął się nimi głęboko delektować.


Nie mam czasu na niekończące się konferencje 
na temat statutów, procedur i wewnętrznych zasad, 
wiedząc, że nic nie zostanie osiągnięte. 
Nie mam też czasu, by znosić absurdalnych ludzi, 
którzy mimo wieku nie dorośli. 
Nie mam czasu zajmować się przeciętnością. 
Nie mam czasu, aby zmagać się z miernotami.


Nie chcę być na spotkaniach, na których paradują swym ego. 
Nie będę tolerować manipulatorów i oportunistów. 
Przeszkadzają mi zazdrośni ludzie, 
usiłujący zdyskredytować zdolnych, zawłaszczać 
ich miejsca, talenty i osiągnięcia. 
Nienawidzę być świadkiem 
złych skutków walki o lepszą pracę wśród ambitnych ludzi. 


Nienawidzę ludzi, którzy spierają się nie o treść, ale o tytuły.
Żeby omawiać tytuły mój czas jest zbyt cenny. 
Chcę żyć wśród ludzi, bardzo ludzkich. 
Ludzi, którzy potrafią się śmiać 
ze swoich błędów. 
Którzy nie nadymają się z powodu swoich triumfów. 
Którzy nie uważają się za elity, jakby naprawdę się nimi stali. 
Którzy nie uciekają od swoich obowiązków. 
Którzy bronią godności ludzkiej. 
Którzy nie chcą niczego innego, jak tylko iść 
za  prawdą, prawością szczerością i uczciwością.


Tak, spieszy mi się. 
Bym mógł żyć z intensywnością, 
jaką może dać mi tylko dojrzałość. 
Nie zamierzam marnować żadnego z pozostałych smakołyków. 
Jestem pewien, że będą pyszniejsze
w porównaniu do tych, które jadłem do tej pory. 
Chcę tego niezbędnego, 
ponieważ moja dusza spieszy się. 
Z niewielką pozostałością słodyczy w paczce.

Mário Raul Morais de Andrade
tłum. ?

piątek, 10 stycznia 2025

Anna Świrszczyńska - Macierzyństwo


Urodziłam życie.
Wyszło krzycząc z moich wnętrzności
i żąda ode mnie ofiary z mojego życia
jak bóstwo Azteków.
Pochylam się nad małą kukiełką,
patrzymy na siebie,
czworgiem oczu.
- Nie zwyciężysz mnie - mówię.
Nie będę jajkiem, które rozbijesz
wybiegając na świat,
kładką, po której przejdziesz do własnego życia.

Katie m Berggren 






Będę się bronić.
Pochylam się nad małą kukiełką,
spostrzegam
drobny ruch drobnego paluszka,
który jeszcze tak niedawno był we mnie, 
w którym płynie pod cienką skórą
moja własna krew.
I oto zalewa mnie
wysoka, jasna fala
pokory,
Bezsilna, tonę.
Czy to samą siebie tak wielbię
w owocu swego ciała,

czy oddaję się na ofiarę
ludożerczemu bóstwo instynktu?
Skądże wezmę siłę, by się oprzeć
temu, co tak bardzo słabe?
Potrzebna małej kukiełce jak powietrze,
daję się bez oporu połknąć miłości,
jak powietrze daje się połykać
jej drobnym, chciwym żywym płucom.

Anna Świrszczyńska 

czwartek, 9 stycznia 2025

.POEZJA..... POEZJA


Kochała poezję:    

Dora Gabe  -  (1888 - 1983) bułgarska pisarka, poetka przyjaźniła się z takimi polskimi twórcami jak: Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Jan Kasprowicz, Leopold Staff czy Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy). 


mal. Stanisław Ignacy Witkiewicz 









Ten ostatni 
namalował 
w 1924 portret poetki, 
który wisiał w jej mieszkaniu do końca życia. 
Wiele swoich wierszy 
poświęciła swoim polskim przyjaciołom.. 






miłość do poezji wyraziła w pięknym wierszu :

"POEZJA"

To ty uwolniłaś mnie
od męki samotności

kiedy nuda
zżerała mój mózg,
a gorycz zazdrości
"przycupła" pod językiem -
kiedy pożądanie paznokciami
wbiło się w dłonie,
a zmęczone serce
znalazło w piersi schronienie
i tylko pulsujące skronie
zdradzały życie we mnie...

To ty dzisiaj podarowałaś mi
ziemię i ludzi
przybliżyłaś
niebo i gwiazdy
tak, że stałam się ich częścią,
to ty przyspieszyłaś mój krok
i przywróciłaś młodość
nauczyłaś nie wierzyć
odbiciu w lustrze
pokrytemu zmarszczkami czasu
i korą starzejącego się
dębu....

To ty dałaś mi zastrzyk
nowej krwi
tak, że po raz drugi się narodziłam!
Podarowałaś mi milion oczu
bym nawet przez lodowatą ścianę
spostrzegła w sercu człowieka
ukrytą iskrę
jego duszy nie wypalonej
do cna.

To ty uchroniłaś mnie przed pospiesznym sądem
nad niewinnym
bym grzechu ciężkiego
nie popełniła
[nie mam nic do powiedzenia]

O, gdybym mogła tak jak ty
stać się pieśnią
zrodzoną ze mnie samej.
o, gdybyś mogła zawsze
być początkiem dnia

Dora Gabe -  /Izidora Petrowa Gabe /

środa, 8 stycznia 2025

POEZJA..... POEZJA








Poezja to echo proszące cień do tańca.

           Carl Sandburg





Słowa niech pachną tak
pięknie jak kwiaty
przy których ludzie
zginają kolana
jak przywaleni ogromem zachwytu
jeszcze niepewni czy ktoś ich nie zwodzi
Słowa niech będą niby wiejskie chleby
tak smaczne że wszyscy wyciągają ręce
by czeluście głodu nakarmić do końca
i dzięki temu wędrować najdalej
Słowa niech będą tak jak serca bicie
prawie niesłyszalne lecz przecież konieczne
i niechaj sprawią że życie codzienne
będzie się zmieniać w mistrzowską symfonię

Wacław Buryła


Wiersze to język
wezbrany ból
bunt wewnętrzny -
wiersze to język niezwykły
umożliwiający mowę w milczeniu
to schron
gdy gubię się w gąszczu
życia
bezgłośny płacz

Halina Birenbaum

wtorek, 7 stycznia 2025

Konstanty Ildefons Gałczyński - O mej poezji



Moja poezja to jest noc księżycowa,
wielkie uspokojenie;
kiedy poziomki słodsze są w parowach
i słodsze cienie.

Gdy nie ma przy mnie kobiet ani dziewczyn,
gdy się uśpiło
wszystko i świerszczyk w szparze cegły trzeszczy,
że bardzo miło.

Moja poezja to są proste dziwy,
to kraj, gdzie w lecie
stary kot usnął pod lufcikiem krzywym
na parapecie.

Konstanty Ildefons Gałczyński 

poniedziałek, 6 stycznia 2025

Konstanty Ildefons Gałczyński - Noc





Dopala się nafta w lampce.
Lamentuje nad uchem komar.
Może to ty, matko, na niebie
jesteś tymi gwiazdami kilkoma?


Albo na jeziorze żaglem białym?
Albo falą w brzegi pochyłe?
Może twoje dłonie posypały
mój manuskrypt gwiaździstym pyłem?

A możeś jest południowa godzina,
mazur pszczół w złotych sierpnia pokojach



Wczoraj szpilkę znalazłem w trzcinach-
od włosów. Czy to nie twoja?


Konstanty Ildefons Gałczyński 

niedziela, 5 stycznia 2025

Wisława Szymborska - Album -




Nikt w rodzinie nie umarł z miłości.
Co tam było to było, ale nic dla mitu.
Romeowie gruźlicy? Julie dyfterytu?

Niektórzy wręcz dożyli zgrzybiałej starości.
Żadnej ofiary braku odpowiedzi
na list pokropiony łzami!


Zawsze w końcu zjawiali się sąsiedzi
z różami i binokularami.
Żadnego zaduszenia w stylowej szafie,
kiedy to raptem wraca mąż kochanki!

Nikomu te sznurówki, mantylki firanki, falbanki
nie przeszkodziły wejść na fotografię.
I nigdy w duszy piekielnego Boscha!
I nigdy z pistoletem do ogrodu!
(Konali z kulą w czaszce, ale z innego powodu
i na polowych noszach)

Nawet ta, z ekstatycznym kokiem
i oczami podkutymi jak po balu,
odpłynęła wielkim krwotokiem
nie do ciebie, danserze, i nie z żalu.

Może ktoś, dawniej, przed dagerotypem -
ale z tych, co w albumie, nikt, o ile wiem.
Rozśmieszały się smutki, leciał dzień za dniem,
a oni, pocieszeni, znikali na grypę.

Wisława Szymborska

sobota, 4 stycznia 2025

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA

 


Istnienie

Życie to ciągła męka istnienia
Idąc w głąb jego tak bez sumienia
Drążymy w sobie gwóźdź nieprzeżarty
Patrzymy w obraz ten nic nie warty
Ciągłe pytania dręczą serc głosy
A my na przekór chwytamy losy
Jednemu szczęście drugiemu pech
Dany jest w darze cudowny blef

Lecz cóż to nagle serce zabiło
Ostatnim tchnieniem ziemię zabiło
Nie warte życie nie warta śmierć

Ważne jest tylko to co dziś jest.

Twardowski Jan





Michał Maczubski Czas






jak złapać w dłonie
chwilę
zostawić tak bez zmian
na wieczność

czas
pędzi gna i ulatuje 
znika 
nigdy nie dotrwa
do tej chwili

moment o którym teraz myślę
odchodzi z pierwszą zgłoską 
otwiera się 
jakiś akapit
jakaś strofa
jest jak zbieg
bez ważnego paszportu



przekracza zielone granice
ucieka za góry
wkracza na niebezpieczne obszary
zostawia po sobie ziemię zaoraną
i wspomnienia

Michał Maczubski  

środa, 1 stycznia 2025

Stary Testament, Księga Koheleta Koh. 3. 1-8



mal. El Greco

Koh. 3. 1-8

Wszystko ma swój czas,
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem


Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono,
czas zabijania i czas leczenia,
czas burzenia i czas budowania,
 
czas płaczu i czas śmiechu,
czas zawodzenia i czas pląsów,

czas rzucania kamieni i czas ich zbierania,

czas pieszczot cielesnych
i czas wstrzymywania się od nich,



czas szukania i czas tracenia,
czas zachowania i czas wyrzucania,
 
czas rozdzierania i czas zszywania,
czas milczenia i czas mówienia, 


czas miłowania i czas nienawiści,
czas wojny i czas pokoju.(…)




Jesteśmy tylko odtąd dotąd,
ścìągnięci, rozciągnięci w czasie,
życie jest pewną czasu kwotą,
być poza czasem nam nie da się.
Ileż to dzieł ponadczasowych
w niwecz obrócił czasu bieg,
ileż wydarzeń epokowych
zabiera z sobą każdy wiek?
Epoka ginie za epoką,
morze porasta gęsty las,
otwiera się i gaśnie oko,
czas biegnie w nas i wokół nas.
Mariusz Parlicki