Etykiety

środa, 21 października 2026

20 październik - Europejski Dzień Seniora......

Dziś -  z okazji ustanowionego niedawno Europejskiego Dnia Seniora posłuchajmy, a raczej poczytajmy kilku wybranych wierszy naszych poetów o starości: 




Ksiądz Jan Twardowski

Starzy ludzie 

Nie lubią proszków
przy aspirynie się krzywią
czekają na miłość dobroć
powrót ojca i matki
tak jak w dzieciństwie
wszystkiemu się dziwią
cieszą się gwiazdką choinką
zimą tęsknią do wiosny
Starzy - to dzieci które za szybko urosły
1996



Maria_Pawlikowska-Jasnorzewska.

            STAROŚĆ

Leszczyna się stroi w fioletową morę,
a lipa w atłas zielony najgładszy...
Ja się już nie przebiorę,
na mnie nikt nie popatrzy.

Bywają dziwacy,
którzy z pokrzyw i mleczów składają bukiety,
lecz gdzież są tacy,
którzy by całowali włosy starej kobiety?

Jestem sama,
Babcia mi na imię -
czuję się jako czarna plama
na tęczowym świata kilimie...

Maria_Pawlikowska-Jasnorzewska



JULIAN TUWIM

Staruszkowie

Patrzymy sobie na ulice
Przez wpółrozwarte okiennice

W czółka całujem cudze dziadki
I podlewamy w oknach kwiatki

Żyjemy sobie jak Bóg zdarzy
Zrywamy kartki z kalendarzy 

Julian Tuwim



Parlicki Mariusz
Staruszka

coraz częściej zaczynała się gubić
w sprawach prostych
nie mówiąc o trudnych
 
coraz częściej zaczynała ich nudzić
coraz gorzej skrywały pudry
ślady czasu co żłobił jej ciało
niczym górski strumień piaskowiec
 
coraz mętniej patrzyła na życie
coraz rzadziej
ciężar jej powiek chronił oczy
przed większym ciężarem
czasem lepiej niczego nie widzieć
 
śmierć nie mogła spojrzeć jej w oczy
w myślach snuła minione życie
 
Mariusz Parlicki


Z biegiem lat

Z biegiem lat
starość młodnieje.
 
Starcza siwizna
staje się oznaką mądrości,
a bruzdy zmarszczek
odwzorowują przebytą siatkę dróg.
 
Nawet ten powolny krok
już tak nie irytuje,
jak wtedy,
kiedy stare trzydziestolatki
uczyły nas w szkole,
by im ustąpić miejsce
w tramwaju.
 
Mogłaby przecież jeszcze pożyć
mówimy
patrząc na pożółkłą twarz matki
po osiemdziesiątce
i
głupio brzmią słowa prawnuczka,
że zmarła
bo była stara.

Mariusz Parlicki.


Andrzej Waligórski

Kraina starszych panów

Jest gdzieś kraina starszych panów,
Ciepła, wesoła i różowa.
I kiedy tam się zbudzisz rano
Nie musisz się gimnastykować.
Możesz poleżeć wśród poduszek
Zanim zakipi świeża kawa,
I tak ci nie wyrośnie brzuszek,
I tak ci nie zagrozi zawał.

Czystej pościeli czujesz dotyk,
Bułeczki z masłem ci podają,
Nie musisz spieszyć do roboty,
Nie musisz pchać się do tramwaju.
Nie grozi ci gderanie żony
Uszu nie wierci gwar ulicy,
Wstajesz od razu ogolony,
Wyprężasz ciało pod prysznicem,

I oto już po trotuarze
Stąpasz zerkając na kobiety,
Wypijasz jeden koniak w barze
Przerzucasz pisma i gazety.
Po pół godzinie - syty wiedzy -
Odwiedzasz szereg pięknych sklepów.

Aż spotykają cię koledzy,
Dobrane grono starych repów....
Więc chichy-śmichy, gadu gadu:
- Pamiętasz Manię, Franię, Zosię?
I tak czas zleci do obiadu,
A dziś jest ozór w szarym sosie.

Cóż, portfel pełen masz gotówki,
A dla swych kumpli wiele serca,
Więc od żubrówki do wiśniówki,
A może być i vice versa.

Niewinne, przyjacielskie waśnie
Uprzyjemniają tylko sjestę...
A wtem - jak coś ci we łbie trzaśnie!
O rany - myślisz - gdzie ja jestem?
Zniknęła miła knajpka w lesie,
Oliwne się rozwiały gaje,

Przy łóżku budzik wrednie drze się
Za oknem auta i tramwaje,
Dwudniowy zarost masz na twarzy,
W ogóle czujesz się do chrzanu...
Wytrwaj! Wieczorem znów pomarzysz:

...jest gdzieś kraina starszych panów...

Andrzej Waligórski.

wtorek, 20 października 2026

Halina Birenbaum, Urszula Kozioł ..... inaczej, ale podobnie.

 

inny świat

w tym okrutnym świecie
brutalnym cynicznym
jest jeszcze tylko sens   
w uśmiechu
który spowoduję
w uldze którą komuś
sprawię
w tym okrutnym świecie
brutalnym cynicznym
jest też mój własny
inny
w nim jest wszystko
aby ten pierwszy
nie zapadł -

Halina Birenbaum.














Urszula Kozioł

puste chwile

są podarunkiem dla duszy
dusza potrzebuje pauzy
potrzebuje chwili niedziania się
chociażby po to
żeby zagłębić się w sobie

Urszula Kozioł.

poniedziałek, 19 października 2026

Jan Kasprowicz - Czem jesteś dla mnie




Czem jesteś dla mnie? Tem światłem gorącem,
Siłą, co z ziemi wydobywa zioła,
Zlewa je wonią, stroi barw tysiącem,
Co sieje życie i radość dokoła.

 
Czem jesteś dla mnie? Myślą i tem rwącem
Tchnieniem uczucia, co z prostego zgoła
I ułomnego człeka wnętrzu śpiącem
Budzi niebiańskich haseł apostoła.
 
Czem jesteś dla mnie? Zamknij to pytanie
W wielkich tajemnic świętym Alkoranie.
Ty dla mnie pierwsza z pierwszych milijonie:
 
Wszak, aby godnie odpowiedzieć na nie,
Nie starczą, widzę, światło, barwy, wonie,
Myśl, ni uczucie, choć tak żywo płonie.

Jan Kasprowicz.

czwartek, 15 października 2026

Ksiądz Wiesław Szlachetka - KOBIETA


Ksiądz Wiesław Szlachetka 
(…) Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją I łączy się ze swą żoną (…)      Rdz.2,24

Kobieta

bywa jak skała 
co zmienia się w pluszową mgłę
pod dotykiem słońca
czasem zmienia się w rwący potok
a czasem 
w lilię na grobie swego pana



bywa też źdźbłem trawy
wśród pisku pustyni
albo kołyską dla łzy i jej cienia

każda myśl o kobiecie
ma barwę zaskoczenia
a każde słowo o niej 
jak obraz we mgle

jak niezbadane są drogi kobiecego serca
nawet krew w nich płynie po omacku
logika jej snów
to kwadrat niewiadomej
to nagła noc o  poranku

kobieta 
niekończący się korowód wyzwań
dla serca mężczyzny

Ksiądz Wiesław Szlachetka 

wtorek, 13 października 2026

Wasyl Symonenko

 






Wasyl Symonenko (ukr. ВасильСимоненко), ur. 8 stycznia 1935 w Bijiwcach, zm. 14 grudnia 1963 w Czerkasach. Pochodził z kołchozowej rodziny. 

Ukraiński poeta, dziennikarz, działacz ukraińskiego ruchu oporu, autor liryków osobistych i patriotycznych, m.in. skierowanych przeciwko totalitaryzmowi. Autor był jednym z kluczowych twórców ukraińskiego ruchu oporu lat 60. (tzw. „szestydesiatników”).

W 1963 r. Symonenko został ciężko pobity przez pracowników miejscowej milicji na stacji kolejowej Smiła . Nigdy nie wyzdrowiał z niewydolności nerek i zmarł wkrótce potem w miejscowym szpitalu 13 grudnia 1963 roku.


Człowiekiem jesteś

Jesteś człowiekiem
Człowiekiem jesteś,
Czy wiesz?
Powiedz, wiesz to czy nie?

Ten uśmiech twoim jest,
Ta męka twoją jest,
Te oczy są także twe.
Jutro już cię nie będzie,

Jutro na świecie tym
Wciąż istnieć będą ludzie,
Wciąż kochać będą ludzie,
Lecz inni- już nie ty.

Dzisiaj twoje są nieba,
Twoje  lasy i stepy.
Więc śpiesz się, bo żyć trzeba
Śpiesz się, bo kochać trzeba,

Nie przegap swoich dni.
Jesteś, choć dola marna

I wiedz to- chcesz, czy nie
Twój uśmiech niepowtarzalny,
Twa męka niepowtarzalna
I takież są oczy twe.

Wasyl Symonenko.




***
Obeliski z granitu, jak meduzy,
Pełzły, pełzły i straciły siły.
Na cmentarzu rozstrzelanych złudzeń
Już nie ma miejsca na mogiły.

Miliardy wiar  - zagrzebane w czarnoziem,
Miliardy szczęść - na proch porozwiewane...
Dusza płonie, okrutny rozum płonie
I rechocze na wietrze nienawiść.

Gdyby przejrzeli wszyscy ogłupieni,
Gdyby wszyscy zabici powstali,
Nieba szare od przekleństw sklepienie
Musiałoby ze wstydu się zwalić.

Drżyjcie, zabójcy, pomyślcie sługusi,
Życie się na wasze  kopyto nie przerobi.
Słyszycie? – Na cmentarzu iluzji
Już nie ma miejsca dla mogił.

Już naród to jedna wspólna rana,
Już krwią dyszy ziemia nasączona,
I na każdego kata i tyrana
Czeka pętla i czeka konar.

Rozdarci, zaszczuci, zabici
Powstają i będzie dzień sądny,
I ich przekleństwa, złe, niesamowite,
Spadną na dusze spleśniałe i syte,

I będą na drzewach wisieć
Apostołowie obłudy i zbrodni.

Wasyl Symonenko.

niedziela, 11 października 2026

Elżbieta Lipińska - Pamięć


Andrij Bondar:
„na początku było słowo 'pamięć'
"na początku było słowo 'już'"

Nie, nie, Andriju, pamięć to nie jest początek,
jest środkiem, końcem i życiem, kiedyś, teraz, potem,
splecionym z cienkich nitek w bardzo gruby bicz.
ona rośnie jak ciasto, potrafi być wszystkim:


Pamięć to niebieściutkie, jak te chabry w zbożu
oczy mojego dziadka, pierwsza ważna śmierć,
trzydziesta piąta książka, dziewiąta planeta,
najpiękniejsza muzyka i ostatnia krew.


Pierwsze w brzuchu kopnięcie, ósmy pocałunek
któraś kolejna zdrada, siedemnasty wiersz,
bardzo trudne wyrazy, których nie ma prawa
być w ogóle na świecie, jednak są, jak wiesz,


tak, jak Plantageneci albo profitrolki
i pięknie bielejący pod słońcem beginaż
z czerwonym krzykiem dachów albo co tam chcesz.
Na przykład prejudykat. Czym więc ona jest?

Cokolwiek byś powiedział - słowa, słowa, słowa.
I dopiero na końcu słyszysz twarde „już"

Elżbieta Lipińska. 

(Andrij Wołodymyrowycz Bondar -  ukraiński pisarz, poeta.)

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA.

 



piątek, 9 października 2026

Agnieszka Osiecka.


Agnieszka Osiecka.. 

Dziś - 9 października obchodziłaby 90-te urodziny. 

Autorka tekstów do dwóch tysięcy piosenek, które wywarły ogromny wpływ na polską scenę muzyczną i teatralną. Jej twórczość jak mówila "bierze się ze współczucia, ale nie z jakiejś litości, tylko ze współodczuwania świata"

Przypomne dziś kilka jej popularnych, zapewne znanych wszystkim od zawsze utworów .. pytając po staropolsku:   " znacie, znamy, no to posłuchajcie"...... no to poczytajcie! 


CZASEM CHCE SIĘ DO CZŁOWIEKA 

Dozorca bramę otwiera, 
Pacierze senne ktoś gdera, 
Wracają z nocnej zmiany już. 
Na niebie blask porannych zórz, 

Przy kawie samotnej, 
Przy chlebie samotnym marzę... 
Czasem chce się do człowieka, 
Kiedy szczęścia brak, 
Kiedy na nas nikt nie czeka 
Albo byle jak. 

Czasem chce się do człowieka, 
Gdy się jest na dnie, 

Film nie pomaga, 
Książka to blaga, nie, nie, nie! 
Bo nam chce się do człowieka,
 
Knajpy znają nas, 
Musi minąć jakiś czas, 
Musi wyschnąć rzeka, 
Muszą zblednąć sny, 
Wtedy wrócą zwykłe dni. 

Dozorca bramę zamyka, 
Ostatni przechodzień znika, 
Na strychu wielkie pranie schnie, 
Po cichu mysz okruchy je, 
Zasypiam zbyt wcześnie, 
I marzę już we śnie, we śnie...
 
Czasem chce się do człowieka, 
Kiedy szczęścia brak, 
Kiedy na nas nikt nie czeka 
Albo byle jak. 

Czasem chce się do człowieka, 
Gdy się jest na dnie, 
Film nie pomaga, 
Książka to blaga, nie, nie, nie. 

Nie pomoże żaden lekarz 
Ani głupia złość, 
Musi nadejść taki ktoś, 
Kto chce też do człowieka, 
Lepszy jest niż ty, 
I otworzy Tobie drzwi...

Agnieszka Osiecka 


Długie te nasze jesienie.















Pora coś tam ogrodzić, usmażyć,
wynagrodzić, utulić, pomarzyć,
pora wrócić do własnych żon
czernieje klon...

Pora wrócić do dawnych rachunków
tych z gazownią i tych z Panem Bogiem,
pora wrócić do starych frasunków
już mrozy za progiem...

Oj, długie te nasze jesienie
przedpokoje, przedsionki i sienie
przed zimą ostatnie postoje
niepokoje, spokoje...

Czas wyciągnąć obrączki z szuflady,
być gotowym na ważne narady,
pora zioła zaparzyć przed snem
pogwarzyć z psem...

Pora dziecku powiedzieć, że tata
zaprowadzi je znowu do szkoły
wierz mi synku, ty będziesz miał brata
tak mówią Anioły...

Oj, długie te nasze jesienie
przedpokoje, przedsionki i sienie
przed zimą ostatnie postoje
niepokoje , spokoje...

Do spiżarni już pora coś wrzucić
żal wyżalić i smutki wysmucić
na sylwestra wykupić bon
dla żon, dla żon...

A gdy nazbyt zaboli to wszystko,
gdy zapłonie i skromność i pycha,
no to w końcu...do wiosny już blisko
już blisko, do licha...!

oj, krótkie te nasze jesienie
przedpokoje, przedsionki i sienie
przed zimą ostatnie postoje
niepokoje, spokoje...

Agnieszka Osiecka.


Jeżeli jest

Na naszą słabość i biedę, 
niemotę serc i dusz. 
Na to, że nas nie zabiorą 
do lepszych gór i mórz. 
Na czarnych myśli tłok, 
na oczy pełne łez 
lekarstwem miłość bywa. 
Jeżeli miłość jest, 
jeżeli jest możliwa. 

Na ludzką podłość i małość, 
na oschły Boży chłód. 
Na to, że nic się nie stało, 
a zdarzyć miał się cud. 

Na szary mysi strach, 
bliźniego wrogi gest, 
ratunkiem miłość bywa. 
Jeżeli miłość jest, 
jeżeli jest możliwa. 

Tu kukły ludźmi się bawią, 
tu igra z nami czas. 
Tu wielkie młyny nas trawią 
i pył zostaje z nas. 
Na to, że z pyłu pył 
i za początkiem kres 
ratunkiem miłość bywa. 
Jeżeli miłość jest, 
jeżeli jest możliwa. 

Na krajów nędzę i smutek, 
na okazałość państw, 
policję, kłamstwo i nudę, 
potęgę małych draństw. 
Na nocny serca ból, 
że człowiek żył jak pies 
ratunkiem miłość bywa. 
Jeżeli miłość jest, 
jeżeli miłość jest...

Agnieszka Osiecka.

Józef Baran - Ballada o Bogu na emeryturze


 




co ja się go naszukałem
góry lasy przetrząsałem
i nic

aż raz
w parafii pipidówa-zdrój
uśpiłem plebana winem porzeczkowym
i wykradłem mu zza pazuchy mapę

zaraz o świcie wyruszyłem
z pękatym brzuchem plecaka
piąłem się z trudem
jak koń zaprzęgnięty do pługa

i zbiegałem z górki na pazurki

szedłem i szedłem
leśnymi tunelami
gliniastymi jarami

kędy tylko węże korzeni
ślisko się wiją
minąłem tłumy zbóż
biorące udział w pochodzie majowym

minąłem chatkę na kurzej stopce
gdzie chłop i baba mieszkają
bardzo starzy oboje

minąłem na łąkach białe konie
z rozpuszczonymi grzywami
które zdezerterowały od wozów
i dwoje zagubionych leśnych dzieci
które wracały właśnie
od baby-jagi

szedłem i szedłem
kładką ścieżki
coraz wyżej i wyżej
aż
na samym poddaszu wsi
skąd bliżej do nieba niż do ziemi
gdzie czerwony znak wbity w chmurę
ujrzałem staruszka z siwym obłokiem brody
drepczącego w asyście trzmieli po ogrodzie

- tak, to ja jestem Bogiem
rzekł i uśmiechnął się smutno

oprowadził mnie po poletku
pokazując wiernego anioła zmienionego w psa
plantację sztucznych planet
ogródek z zakazanym drzewem wiadomości

ożywił się wyraźnie
na szklanej werandzie
przy przeglądaniu starych zdjęć
z albumu świata

piliśmy ptasie mleko
pocieszałem go że się nie zestarzał
a on w zamian zaciągając się z fajki
dymem pachnącym maciejką
zawierzył mi w tajemnicy
że spisuje pamiętniki

na odchodne staruszek
bardzo prosił o dyskrecję
- przychodzą tu różni tacy
pytają o początek i koniec świata
o takie inne rzeczy

tak jakbym ja to wszystko
jeszcze pamiętał...
tak jakbym ja to wszystko jeszcze pamiętał...
powiedział
rozkładając bezradnie ręce

Józef Baran.

środa, 7 października 2026

Czartoryski Alexander - A potem?


A potem?

Przyznaję, jeśli mam być szczery. 
Mężczyźni chcą być uwielbiani, 
kształtując czynem charaktery, 
by mogła ich uwielbiać Pani. 


O Nią są wojny i zwycięstwa, 
przeboje, znoje, trudy klęski, 
wysiłek najwyższego męstwa, 
aż przyjdzie jeden. Ten zwycięski. 


To testosteron tak im każe, 
nieść kwiaty, hołdy i peany, 
dać Pani wszelkie apanaże. 
Kto Ją zdobędzie, Pan nad Pany! 


A potem? Cóż ... zdobywca stwierdza 
- jak widać w historycznym wątku - 
na horyzoncie inna twierdza! 
Zaczyna wszystko od początku :)) 





Tu konkwistador problem miewa: 
nie odda twierdzy, bo i czemu. 
W czasach, gdy była tylko Ewa, 
żyć można było bez problemu :)) 

I bez żadnego zdobywania 
kolejnych twierdz kresowych kraju ... 
Powstał mi taki cień pytania: 
nie można wrócić by do ... Raju?

                                                            Czartoryski Alexander 


Andrzej Waligórski - EKSPORT I IMPORT

 





Polak pęcznieje jak balon z gumy,
Czeka na podziw i poważanie,
Widzi w tym bowiem powód do dumy,
Że cudzoziemcy rwą nasze panie.




Ot, mój pradziadek tak mawiał z łezką,
Patriotycznego pełen prestiżu:
Sam Napoleon panią Walewską
Raczył używać w mieście Paryżu!

co Francuzom był raczej anty,
Odczuwał radość nie mniej kretyńską:
Co tam Walewska! Książę Konstanty
Był łaskaw ciupciać panią Grudzińską!

Na to pradziadek powiadał w gniewie,
Za orientacją będąc francuską:
Honoriusz Balzac w mieście Genewie
Spał z Ewą Hańską, z domu Rzewuską!

Każdy argument jak piorun gromki
Przeciwnikowi grozi awarią;
Szczęsna Potocka i kneź Patiomkin!
Ludwik Piętnasty z Leszczyńską Marią!

Z kart historycznych wstają wspaniali
Króle, wodzowie, nawet biskupy,
Którzy w przeszłości importowali
Nie tyle nasze głowy, co pupy.
..
Wyciągam z tego ponure wnioski:
Nietędzy widać z nas zalotnicy;
Rewanż wziął tylko Staś Poniatowski
Na Katarzynie Wielkiej, carycy!

Był dobry w łóżku, nikt nie zaprzeczy,
Z werwą rozegrał całą imprezę,
Ale że Polak, więc za te rzeczy
Dał wrednej babie zbyt drogi prezent...

By więc uniknąć wstydu i sromu,
I nie wpaść więcej w takie pułapki,
Błagam: Polacy, siedźcie żesz w domu!
Eksportujemy wyłącznie babki! 

Andrzej Waligórski.


poniedziałek, 5 października 2026

Henryk Gryngerg.

 

Henryk Gryngerg - poeta, pisarz , eseista żydowskiego pochodzenia, laureat wielu prestiżowych nagród literackich, autor kilkudziesięciu książek, w których postawił sobie za cel bycie kronikarzem losu Żydów polskich. 

Kiedyś, a ściślej - 8 lat temu pisalam już o nim.  Krótko więc przypomnę - urodził się w 1936 roku w Warszawie. W okresie okupacji niemieckiej, ze względu na żydowskie pochodzenie  ukrywał się na tzw. aryjskich papierach.  Z całej licznej rodziny Holocaust przeżyli – dzięki pomocy Polaków – tylko on i jego matka. Ojca – zamordował polski chłop, któremu ten oddał na przechowanie dwie krowy. Dwuletniego brata, wydanego przez polskich sąsiadów również zabili.Niemcy   Grynberg w swym pisarstwie podejmuje głównie tematykę Holocaustu i losu polskich Żydów.Od 1 kwietnia 1959 do 31 grudnia 1967 pracował w warszawskim Teatrze Żydowskim[3]. W 1967 wraz z zespołem teatru wyjechał na występy do USA i pozostał na emigracji.

Jest laureatem wielu nagród literackich, cztery jego książki były nominowane do Nagrody Literackiej Nike . 


Orfeusz II

Moja żona umarła zanim ją poślubiłem
zanim ją pokochałem
zanim ja ujrzałem
nie wiem nawet jak miała na imię
wiem tylko że piersi jej miały wezbrać
miłością czystą i białą jak mleko
że oczy jej miały oświetlać mi noce
że usta jej miały ogrzewać mi dusze
a ręce jej miałem jak balsam
przykładać sobie do ran
że bez niej jest tu ciemno i zimno
i coraz silniej krwawią
nie zdążyła na swój ślub
ani na miłość
na swoje piersi oczy i usta
na życie
umarła w tysiąc dziewięćset czterdziestym pierwszym
drugim lub trzecim
może jeszcze zanim zaczęła chodzić
mówić a nawet patrzeć
może nie zdążyła się nawet urodzić
to po niej tak pusto w moim hadesie za życia
gdzie wdowcem się urodziłem
i nie ma nawet gdzie interweniować -
nie zdążyła pod mój ślubny baldachim
pod którym czekam do dziś


Szczęśliwy stary człowiek

Szczęśliwy stary człowiek
co pogrzebał już przyjaciół i wrogów
i może umrzeć kiedy chce
bez obawy że sprawi przyjemność
a tym bardziej ból
i jest panem swojego życia
a my niewolnicy przyjaciół naszych i wrogów
dla których musimy żyć
bardzo dobrze i bardzo długo
chodzimy zziajani po świecie
nie mogąc doczekać się kiedy
będziemy wreszcie tak starzy
żeby zacząć naprawdę żyć.

Henryk Gryngerg.

niedziela, 4 października 2026

ks. Jan Twardowski - Bliscy i oddaleni

 



Bo widzisz tu są tacy którzy się kochają
i muszą się spotykać aby się ominąć
bliscy i oddaleni jakby stali w lustrze
piszą do siebie listy gorące i zimne rozchodzą się jak w śmiechu porzucone kwiaty
by nie wiedzieć do końca czemu tak się stało

są inni co się nawet po ciemku odnajdą
lecz przejdą obok siebie bo nie śmią się spotkać
tak czyści i spokojni jakby śnieg się zaczął



byliby doskonali lecz wad im zabrakło
bliscy boją się być blisko żeby nie być dalej
niektórzy umierają – to znaczy już wiedzą

miłości się nie szuka jest albo jej nie ma
nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek

są i tacy co się na zawsze kochają
i dopiero dlatego nie mogą być razem
jak bażanty co nigdy nie chodzą parami

można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem.

ks. Jan Twardowski.