sobota, 7 lutego 2026
piątek, 6 lutego 2026
Agnieszka Osiecka - Mieć osiemnaście lat
Mieć osiemnaście lat
i kilkadziesiąt dni,
to widzieć stary świat
jak wielki plac do gry.
.Mieć nazbyt wiele rąk
i parę chudych nóg,
przeciskać się przez tłok,
przewracać się o próg.
i parę chudych nóg,
przeciskać się przez tłok,
przewracać się o próg.
Ach, jak to trudno, trudno jak
mieć na wiosnę tyle, tyle dróg,
tych prostych dróg, tych krętych dróg,
a przy drogach - mak, a przy drogach - głóg.
Mieć osiemnaście lat,
w rozmowie głupstwa pleść.
Lub nie mieć żadnych wad
i milczeć w kącie gdzieś.
w rozmowie głupstwa pleść.
Lub nie mieć żadnych wad
i milczeć w kącie gdzieś.
Ach, każdy w końcu zacznie śnić,
żeby już dorosłym wreszcie być,
bo trudno tak mieć zawsze osiemnaście lat,
bo to trudno tak, bo to trudno tak,
bo to trudno tak.
Agnieszka Osiecka
Samuel Ullman. - "Młodość"
"Młodość"
słynny poemat prozą.
w USA i Japonii spopularyzował go gen. Douglas MacArthur dowódca wojsk alianckich na Pacyfiku podczas II wojny światowej. Uhonorowany najwyższym odznaczeniem wojskowym w Stanach Zjednoczonych – Medalem Honoru.
Młodość jest nie tylko okresem w życiu,
jest stanem ducha, wyrazem woli,
jakością wyobraźni, siłą emocji,
zwycięstwem odwagi nad nieśmiałością,
smaku przygody nad umiłowaniem przyrody.
jest stanem ducha, wyrazem woli,
jakością wyobraźni, siłą emocji,
zwycięstwem odwagi nad nieśmiałością,
smaku przygody nad umiłowaniem przyrody.
Nie zostaje się starym po przeżyciu pewnej liczby lat:
zostaje sie starym, gdyż porzuciło się swój ideał.
Lata marszczą skórę,
odrzucenie ideału marszczy duszę.
Młodym jest ten, kto się dziwi i zachwyca.
Pyta się, jak nienasycone dziecko: a potem?
Stawia czoło zdarzeniom i znajduje radość w grze życia.
Stawia czoło zdarzeniom i znajduje radość w grze życia.
Jesteś tak młody jak twoja wiara.
Tak stary jak twoje zwątpienie.
Tak młody jak twoja ufność w siebie.
Tak młody jak twoja nadzieja.
Tak stary jak znużenie.
Jesteś młody tak długo, jak długo jesteś wrażliwy.
Wrażliwy na to, co piękne, dobre i wielkie.
Wrażliwy na przesłania przyrody, człowieka i nieskończoności.
Jeśli pewnego dnia twoje serce ugryzie pesymizm
i zacznie je trawić cynizm,
niech dobry Bóg ma w opiece twoją duszę starca.
Samuel Ullman.
środa, 4 lutego 2026
Dalida Aouadhi - Nadeszła ta chwila...
Wiersz został napisany przez polską mamę żyjącą we Włoszech, a dokładnie w okolicach Bolonii. Tak jak wiele z nas boryka się z realiami życia. Ciągle w biegu, pracuje, prowadzi dom, opiekuje się dziećmi, które oprócz włoskiej szkoły uczęszczają także do polskiej i ma niewiele chwil dla siebie.
W tych właśnie cennych chwilach często pisze wiersze, które odzwierciedlają realia życia. Językiem prostym i zrozumiałym porusza tematy codziennego dnia…
TEKST ORYGINALNY -D. Aouadhi pochodzi ze strony internetowej "POLACY WE WŁOSZECH"
Nadeszła ta chwila...
Nadeszła ta chwila i zatrzymał się świat
Na tę jedną chwilę... Której zawsze brak
Na ten jeden uśmiech... jeden czuły gest
Na wytarcie łez, starej piosnki tekst
Na ten jeden uśmiech... jeden czuły gest
Na wytarcie łez, starej piosnki tekst
Zatrzymał się świat, bo za szybko biegł
Już nie widział traw, nie szanował drzew
W pośpiechu, bez uczuć, gestów i słów
Biegał do wieczora i od rana znów
Bez bajki dla dziecka, bez kwiatka dla mam
Na dzwonek budzika, w inny wymiar bram...
Sam bez słowa otuchy i ślepy na ból
Gdzie pieniądze Bogiem, gdzie mobilny król
I nastała cisza... Przebudzenia czas
Gdy docenisz siebie i dostrzeżesz nas
Gdy na moment przystaniesz i odnajdziesz tę chwilę
Utulisz matkę... Docenisz dziewczynę
Z dzieckiem porozmawiasz nareszcie w realu
Dziadka uściskasz, nie kawałek metalu
Z babcią pożartujesz też bez klawiatury
W mózgu pozalepiasz niepamięci dziury
Zatrzymał się świat w obliczu trucizny
Bo ziemia nasz świat musi leczyć blizny
Gdy morowy smog wypływa z czeluści
I tym razem ziemia... już nam nie przepuści
Zapomniały dzieci, że podorastają
Że tu gośćmi są i wciąż długi mają
Teraz przyszła chwila i nas zatrzymała
By ludzka istota wreszcie pomyślała...
Dalida Aouadhi.
wtorek, 3 lutego 2026
Krzysztof Cezary Buszman - TAKIM BYĆ
Dobrze by takim było być
Szczęśliwym, lecz nie ogłupiałym
I prostym, ale nie prostakiem
I mądrym, nie zarozumiałym.
Wymagającym, nie tyranem
I kochającym, nie kochliwym
Dostojnym być, lecz nie wyniosłym
I dobrym, a nie pobłażliwym.
Co dnia wierzę, że - uda się.
Odważnym, a nie hardym być
Stanowczym, ale nie upartym
I ufnym być, lecz nie naiwnym
Nie złotym, ale czegoś wartym.
Służebnym być, lecz nie służalczym
Troskliwym, ale nie nachalnym
Człowiekiem ludzkim nade wszystko
Choć niekoniecznie idealnym.
Krzysztof Cezary Buszman
Tadeusz Różewicz - Ostatnia rozmowa
ostatnia rozmowa
zamiast odpowiedzieć
na moje pytanie
położyłeś palec na ustach
powiedział Jerzy
czy to jest znak
że nie chcesz
że nie możesz odpowiedzieć
na twoje pytanie
"jaki sens ma życie
jeśli muszę umrzeć?"
"jaki sens ma życie
jeśli muszę umrzeć?"
kładąc palec na ustach
odpowiedziałem Ci w myślach
"życie ma sens tylko dlatego
że musimy umierać"
"życie ma sens tylko dlatego
że musimy umierać"
życie wieczne
życie bez końca
jest byciem bez sensu
światłem bez cienia
echem bez głosu
Tadeusz Różewicz.
poniedziałek, 2 lutego 2026
Janusz Różewicz - TĘSKNIĘ
Tęsknię
Wiesz autorstwa Janusza Różewicza .starszego brata Tadeusza Różewicza.
Różewiczów było trzech. Tadeusz – poeta, Stanisław – reżyser oraz najstarszy z braci, Janusz, również poeta. Janusz Różewicz miał 26 lat, kiedy – jako żołnierz Armii Krajowej i konspirator – został aresztowany przez Niemców, a po brutalnym śledztwie rozstrzelany 7 listopada 1944 roku.
Różewiczów było trzech. Tadeusz – poeta, Stanisław – reżyser oraz najstarszy z braci, Janusz, również poeta. Janusz Różewicz miał 26 lat, kiedy – jako żołnierz Armii Krajowej i konspirator – został aresztowany przez Niemców, a po brutalnym śledztwie rozstrzelany 7 listopada 1944 roku.
| Janusz Różewicz |
...za oknem cicho legł
najbielszy, pierwszy śnieg,
stanąłem w oknie, patrzę:
– liliowy spływa zmrok,
najbielszy, pierwszy śnieg,
stanąłem w oknie, patrzę:
– liliowy spływa zmrok,
tak pusto na ulicach –
za oknem cicho legł
najbielszy, pierwszy śnieg...
...i chciałem Ci powiedzieć,
że dziś, że dziś, jak wtedy
stoi *Sorakte w śniegu
i w lasach leży śnieg...
...dorzucę drew na ogień
usiądę tu, przy Tobie,
będzie nam dobrze z sobą...
Ty będziesz znów dziś mówił,
pamiętasz? tak jak wtedy,
bym się nie martwił jutrem,
ni tym, co kryją gwiazdy,
że lepiej, gdy za miastem
spotkam się z swoją Lydią...
...Doleję Ci znów wina,
wiem przecież, które lubisz...
(w klepsydrze woda ścieka:
godzina za godziną...)
... już dawno wygasł ogień,
popiół się tylko srebrzy,
i wino wysączone,
i śmiechy już przebrzmiały,
Sorakte opuszczone,
a my od siebie z dala...
Stanąłem w oknie, patrzę:
– za oknem cicho legł
pierwszy, najbielszy śnieg...
mówisz, że płaczę? – nie...
*Sorakte – nazwa góry w pobliżu Sabinum, gdzie żył Horacy
Janusz Różewicz marzył o dalekich podróżach, o wielkich miastach, których już same nazwy brzmiały jak obietnica niezdefiniowanego szczęścia.
We wspomnieniach o swoim starszym o trzy lata bracie Tadeusz Różewicz pisał, że stolica Francji siedziała im – młodym, tęskniącym za wielkim światem chłopakom z Radomska (miasteczka między Piotrkowem Trybunalskim a Częstochową) – głęboko w głowach. Umówili się nawet z Januszem, że któregoś dnia po wojnie będą w Paryżu pod pomnikiem Mickiewicza na siebie czekali. "Będziemy dążyli wszelkimi środkami na umówione spotkanie… jeśli przez trzy lata od skończenia wojny nie spotkamy się, to znaczy… że nie spotkamy się już".
Po dekadach, już 70-letni, Tadeusz Różewicz powracał myślami do paryskiego punktu orientacyjnego, przy którym miał odnaleźć ukochanego brata. "Nie poznasz mnie, kiedy się spotkamy (…), zobaczysz starego człowieka (…), zbliżam się do Ciebie, a Ty przyglądasz mi się z młodym życzliwym uśmiechem".
Tadeusz widział po raz ostatni Janusza na Wielkanoc 1943 roku, kiedy pochłonięty konspiracją brat wpadł do rodzinnego domu. To wtedy sobie przyrzekli, że jeśli rozdzieli ich wojenna zawierucha, spotkają się w Paryżu pod pomnikiem poety. Bo obaj wiedzieli, że poezja jest im pisana.
W 1946 roku, gdy ekshumowano na łódzkim cmentarzu szczątki rozstrzelanych żołnierzy, Tadeusz nie był w stanie pojechać, by towarzyszyć ojcu i młodszemu bratu przy identyfikacji. Wśród splątanych ciał w cmentarnym dole był Janusz.
niedziela, 1 lutego 2026
piątek, 30 stycznia 2026
Ryszard Kapuscinski - Ekologia
EKOLOGIA
A kiedy już ugrzęźniemy w koleinach polskiej drogi
to znaczy
gdy ugrzęźniemy na dobre w piaskach historii
i nawet popędzane batem konie naszych marzeń
nie będą zdolne uczynić ni kroku
to znaczy
gdy ugrzęźniemy na dobre w piaskach historii
i nawet popędzane batem konie naszych marzeń
nie będą zdolne uczynić ni kroku
nie przeklinaj nieba ani ziemi
nie potępiaj świata ani losu
nie potępiaj świata ani losu
popatrz
ptak leci
szumi las
ścieżką wędrują żuk chrząszcz i biedronka
życie trwa
istniejemy
Ryszard Kapuscinski.
Wybrane cytaty z książek Ryszarda Kapuscińskiego:
W człowieku, który uważa, że wszystko już było i nic nie może go zdziwić, umarło to, co najpiękniejsze - uroda życia.
W różnych okresach życia czyta się ten sam tekst - różnie.
Drogi Boże
czy Ty zawsze wkładasz prawidłowe dusze do prawidłowych ludzi?
I nigdy się nie mylisz, co?
„Ludzie zapamiętują to, co chcą zapamiętać, a nie to, co działo się w rzeczywistości”.
“Na szczytach nigdy nie jest ciepło. Wieją lodowate wichry, każdy stoi skulony i musi pilnować się, żeby sąsiad nie strącił go w przepaść.”
Światu grozą trzy plagi, trzy zarazy. Pierwsza – to plaga nacjonalizmu. Druga – to plaga rasizmu. Trzecia – to plaga religijnego fundementalizmu”.
Ludzie tak znikają bez śladu, tak zupełnie bezpowrotnie, najpierw ze świata, a potem z naszej pamięci.
Antoni Słonimski - "Na rzece"
W lotni mglistej poranek o wschodzie,
w młode ręce wzięliśmy wiosła,
czy pamiętasz, jako cicho te łodzie,
jak łagodnie rzeka je niosła?
czy pamiętasz, jako cicho te łodzie,
jak łagodnie rzeka je niosła?
Dziś wspominam z obrazem tej rzeki,
mgły wnoszące się i czerwień wschodu,
i horyzont upojnie daleki
i drażniący, rześki wiew chłodu.
Wspominam do dzisiaj w zachwycie,
brzeg młodości we mgle ginący,
gdy nas porwał i poniósł przez życie,
prąd burzliwy, wartko płynący.
I dziś nas niosą te prądy rwące,
rwące serca zmęczone w biegu,
gdy na skronie nasze siwiejące,
opada mrok drugiego już brzegu.
Antoni Słonimski
czwartek, 29 stycznia 2026
Anna Kamieńska - Ale jak ostrzec młodych
jak przestrzec ich przed własną mądrością
przed chłodnym spokojem moralistów
przed chłodnym spokojem moralistów
Jak ostrzec tych
którzy podzielili już świat
na czarne i białe
którzy już wpakowali do piekieł
potępionych rozpoznając
ich po kolorze
lepiej od samego Pana Boga
Już nie potrafią nikogo
ułaskawić
nikomu przebaczyć
specjaliści od dobra i zła
Jak ostrzec konsekwentnych
przed ich konsekwencją
jak ostrzec racje przed
ich racjami
jak im ukazać
ciemny głąb możliwej niemożliwości
Oni tak pięknie
ustawili swój świat ze słów
i opasali kolczastą ironią
Jak ludzi ostrzec przed ludźmi
kiedy przyglądają się światu bez bólu
a każda rzecz w ich spojrzeniu
staje się tylko rzeczą
Jak ich przekonać
aby zechcieli odsunąć
się choć trochę
by własnym cieniem
nie zasłonili sobie
słońca.
Anna Kamieńska.
wtorek, 27 stycznia 2026
W 81 rocznicę wyzwolenia oswięcimskiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau.- 27 stycznia 1945r.
List z Oświęcimia do Matki
Wiersz powstał w obozie koncentracyjnym.
autor pozostaje nieznany.
autor pozostaje nieznany.
Piszę do Ciebie, Mamo
co miesiąc list oficjalny.
Zawsze prawie to samo,
tekst dobrze znany, banalny.
co miesiąc list oficjalny.
Zawsze prawie to samo,
tekst dobrze znany, banalny.
Że żyję, jestem zdrowa
i że za paczki dziękuję.
Co myślisz, czytając te słowa?
Jak je rozumiesz? Co czujesz?
Czy wiesz, jak wielka to blaga?
Ty jeden wiesz, o Boże,
jak prawda wygląda naga,
opowiem Ci kiedyś...może...
Skończyły się uniesienia.
Romantyzm diabli wzięli.
Mamo! Czy wiesz, jakie mam marzenie?
Marzę o czystej pościeli.
I tak by się nieraz chciało
mieć ciepłą, czystą wodę..
Mamo! czy wiesz - moje ciało
jest jednym wielkim wrzodem.
To wszy i pchły mnie jedzą
i tylko wyję z rozpaczy!
A tam, na wolności czy wiedzą,
co słowo „Durchfall” znaczy?
I można zielonym iść lasem,
i śpiewać, jak przyjdzie ochota?
Mamo! Ty nie wiesz, jak czasem
dzika mnie ogarnia tęsknota!
Miotam się jak szalona!
W męce i bezsilności,
w próżnię wyciągam ramiona,
i tęsknię do wolności.
A na stajennej pryczy –
obok człowiek umiera,
oczy ma błędne i krzyczy!
A śmierć chodzi i wybiera.
Krzyczy, że żyć chce jeszcze,
że chce do dziecka, do domu.
Gorączka ją pali i dreszcze,
śmierć się zbliża po kryjomu.
Czekacie, dzieci, na próżno
w żalu ogromnym, w tęsknocie.
To dobrze, że Wy nie wiecie,
jak trup Jej leżał w błocie.
Pod blokiem z innymi trupami
o... nie leżała tam sama
całymi godzinami
kochana Wasza Mama.
A obok, niedaleko,
umiera jeszcze jedna.
Łza błądzi pod powieką
i zmienia się już, biedna...
Wczoraj jeszcze zdrowa,
każdy się nią zachwycał,
zniszczyła ją choroba lagrowa,
tak zwana pęcherzyca.
I ukochany się smuci
i tęskni od wielu miesięcy.
A ona już nigdy nie wróci
jak tyle, tyle tysięcy.
W długie bezsenne noce
rozmawiam z Tobą, Mamo.
Blask lamp w górze migoce
i śni mi się ciągle to samo:
Że się pochylasz nade mną,
jak kiedyś nad kołyską
Rękę masz taką przyjemną
i czuję Cię bardzo blisko.
I chcę Cię zatrzymać siłą
Mamo moja kochana –
lecz wiem – tak się marzyło,
a za mną noc nieprzespana.
Birkenau 1943 r.
niedziela, 25 stycznia 2026
ks. Jan Twardowski - Co to znaczy kochać.
i cytat z niedzielnego kalendarzyka to jakby o tym samym tylko trochę inaczej. -
Koniec i bomba.
Nie kochał – więc trąba.
Nie kochał – więc trąba.
Tak przeczytała pewna dziewczynka
w pamiątkowym albumie.
Co to znaczy kochać?
Pomyślała sobie, że kochać – to tylko dawać.
To znaczy:
Troszczyć się o kogoś,
Martwić się, czy ukochanego brzuch czasem nie boli,
Smarować komuś bułki grubo masłem,
Zasłonić szalikiem klosz od lampy, żeby światło nie raziło
i żeby nie mrugał w chorobie,
Załatwiać mu tysiące spraw tak szybko, że na jednej nodze,
Szyć mu rękawiczki po nocach, żeby mu nie zmarzł
mały palec u lewej ręki, bo podobno z niego największy zmarzlak.
Tymczasem kochać – to nie tylko dawać, ale i przyjmować.
Przyjmować:
Skrzywioną minę, kiedy ktoś wstanie lewą nogą z łóżka,
Deszcz, nawet wtedy, kiedy nie ma parasolki,
Stłuczony ulubiony talerz,
Ból zęba.
Przyjmować – to ufać, wierzyć, że Bóg daje wszystko to,
Co smuci, i to co cieszy: słoneczny dzień i ciężkie chmury,
Nie mówić jednym tchem przy końcu Ojcze nasz:
„alenaszbawodezłegoamen” – bo właśnie „amen” nie jest nigdy złe.
Amen trzeba mówić zawsze po kropce i oddzielnie.
Wiedzieć, że Bóg widzi nawet w ciemną noc czarną mrówkę na czarnym kamieniu.
Wiedzieć, że i ból jest czasem pożywny i smakuje.
Kochać – to nie tylko dawać, ale i przyjmować.
sobota, 24 stycznia 2026
czwartek, 22 stycznia 2026
21/22 luty - Święto Dziadka i Babci..... wiersze z przymrużeniem oka o nich i dla nich.
BABCIA
Babci już dawno umarł mąż,
a starość była tą cięciwą,
która coraz bardziej zaokrąglała łuk jej pleców.
Bała się też bardzo samotności
i dlatego miała wiele kotów -
fałszywych książąt Albrechtów,
które w hołdzie składały jej myszy
na czerwonym dywaniku pokoju
Oprócz tego babcia
ubierała na noc krzesło w ubranie swego męża,
wkładała na laskę jego kapelusz,
żeby mieć wrażenie, że ktoś siedzi obok niej.
ubierała na noc krzesło w ubranie swego męża,
wkładała na laskę jego kapelusz,
żeby mieć wrażenie, że ktoś siedzi obok niej.
Zawsze potem, gdy drzemała nad ranem,
wydawało jej się,
że to jak dawniej wrócił właśnie z nocnej zmiany z fabryki jej stary.
I że jak zwykle usiadł i czeka, aż się ona obudzi...
Jerzy Harasymowicz.
Andrzej Waligórski - KŁOPOTLIWY DZIADUNIO
Zyzio ma auto, Jaś - dryg do tańca,
Ja mam w rodzinie dziadka-powstańca.
Jest to niezwykle dziwny przypadek,
Że naszych czasów dożył ów dziadek.
lecz ma bumagę, a w niej pisanie
Że kościuszkowskie przeżył powstanie.
ma również piękny dyplom uznania
Za walki w czasie tego powstania.
Codziennie z rana, już o świtaniu
Dzadek zaczyna... o powstaniu.
- Kiedyś - powiada, zdjąwszy szlafmycę
- pamiętam, szliśmy pod Racławice.
konie się wlokły nóżka za nóżką.
A ja gadałem z Tadziem Kościuszką.
Jak dziś pamiętam - tu piach, tam krzaki,
I las, a z lasu lecą kozaki...
Dzień mija z wolna, wieczór zapada,
A dziad - powstaniec gada i gada.
Świecą mu oczki, płoną mu uszki,
A ja mam dosyć pana Kościuszki
Z jego przysięgą, szablą, proporcem,
Z tymi kosami co to je sztorcem,
Oraz z Bartoszem Głowackim, który
Czapkę, czy głowę wsadził do dziury...
Zaś jako chłopczyk, chodząc na lekcje
Bardzo lubiłem tę insurekcję,
A dziś myśl o niej odrazę wzbudza
Przez tego dziadka co mnie zanudza.
Już jego przygód jam nie ciekawy,
Mam swoje bliższe, ważniejsze sprawy,
On opisuje swoje puf-pafy,
A ja z rozpaczy wlazłbym do szafy.
On opowiada jak go męczono.
A ja o dżezie chcę gadać z żoną.
On o Kilińskim szewcu mi truje.
A ja się martwię, że syn ma dwóję.
Gada, że byli krzepcy i śliczni.
Męscy, wspaniali i romantyczni.
Że mieli mnóstwo niezwykłych przygód,
że hartowali się wśród niewygód,
Że mieli cele i ideały,
Bij, zabij, hurra, wszyscy na wały,
Bagnety błyszczą, sztandar powiewa,
Bul bul... gadulstwo już mnie zalewa...
Wyście cyniczni, a my - na szańcu!!!
- Boże... jak ciężko żyć wśród powstańców!
Andrzej Waligórski.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

