sobota, 16 maja 2026
piątek, 15 maja 2026
Emily Dickinson - WIERSZE
(1830–1886) – amerykańska poetka.
Stworzeniem na gałązce
Duszy - co śpiewa melodie
Bez słów i nie milknące -
W świście Wichru brzmi uszom najsłodziej -
I srogich by trzeba Nawałnic -
Aby spłoszyć ptaka maleńkiego,
Co tak wielu zdołał ogrzać i nakarmić -
Nie żądając w zamian Okruszka -
Choć konał z Głodu.
Emily Dickinson
135.
Wody - uczy pragnienie.
Brzegu - morskie przestrzenie.
Ekstazy - ból tępy jak ćwiek -
Pokoju - o Bitwach pamięć -
Miłości - nagrobny Kamień -
Ptaków - Śnieg.
To, czegośmy się bali, przyszło
Lecz mniej przerażające -
Lęk trwał tak długo, że się zdało
Niemal logicznym końcem -
Przed każdą Grozą - jest Prób seria -
Przed Rozpaczą - Przymiarka -
Ciężej jest wiedzieć, że coś Czeka
Nas - niż że nami Targa -
A Przymierzanie Najgorszego -
Rankiem- gdy nas oniemi -
Straszniejsze - niż gdy jest nam Strojem
Do końca dni na Ziemi.
czwartek, 14 maja 2026
Jan Twardowski - Wiersze
Pisanie jest szukaniem kogoś bliskiego, rodzajem rozmowy, zwierzenia.
Wierszem można dzielić się jak opłatkiem.
Obdarowywać dobrocią, serdecznością odrzucając to, co zatrute nienawiścią, złością, sporami.
Wiersze wnoszą ład i harmonię, odtruwają i odkażają naszą rzeczywistość.
Uczą ładnego słowa. Tworzą świat, może dla kogoś naiwny, ale poczęty z dobrej woli.”
Jan Twardowski
środa, 13 maja 2026
Jerzy Kamil Weintraub-Krzyżanowski - Popiół
Popiół
Cóż, żeś większy od ciszy, która w tobie narasta,
że gdy zechcesz, podpalisz ją słowem,
i jak drzewo, co w cieniu kryje ludzi i miasta,
buchniesz w niebo płomieniem jodłowym?
że gdy zechcesz, podpalisz ją słowem,
i jak drzewo, co w cieniu kryje ludzi i miasta,
buchniesz w niebo płomieniem jodłowym?
Lecz czym jesteś naprawdę? Krótkotrwałym płomieniem,
echem wspomnień, wypaloną wiosną.
Gdy powrócisz na ziemię, wiatrem będąc i cieniem,
nawet trawy twój popiół przerosną.
echem wspomnień, wypaloną wiosną.
Gdy powrócisz na ziemię, wiatrem będąc i cieniem,
nawet trawy twój popiół przerosną.
Jerzy Kamil Weintraub-Krzyżanowski
wtorek, 12 maja 2026
Halina Poświatowska - Trzeba nam dużo prostych słów
jak
chleb
miłość
dobroć
aby ślepi w ciemności
nie zgubili
właściwej drogi
i w powietrzu i w myśli
abyśmy usłyszeli głos
cichy nieśmiały głos
gołębi
mrówek
ludzi
serc
i ich bolesny krzyk
pośród krzywd
pośród tego wszystkiego
co nie jest
ani miłością
ani dobrocią
ani chlebem.
niedziela, 10 maja 2026
MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA
sobota, 9 maja 2026
Adam Zagajewski - Maj, wieczór
czwartek, 7 maja 2026
Wisława Szymborska - Zdarzyć się mogło.
Zdarzyć się mogło.
Zdarzyć się musiało.
Zdarzyło się wcześniej. Później. Bliżej. Dalej.
Zdarzyło się nie tobie.
środa, 6 maja 2026
HENRYK ZBIERZCHOWSKI - i Jan Twardowski
poniedziałek, 4 maja 2026
JULIAN TUWIM - Lokomotywa
UFF JAK GORĄCO!!!
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa -
Tłusta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Uch - jak gorąco!
Puff - jak gorąco!
Uff - jak gorąco!
A jeszcze palacz węgiel w nią sypie.
Wagony do niej podoczepiali
Wielkie i ciężkie, z żelaza, stali,
I pełno ludzi w każdym wagonie,
A w jednym krowy, a w drugim konie,
A w trzecim siedzą same grubasy,
Siedzą i jedzą tłuste kiełbasy.
A czwarty wagon pełen bananów,
A w piątym stoi sześć fortepianów,
W szóstym armata, o! jaka wielka!
Pod każdym kołem żelazna belka!
W siódmym dębowe stoły i szafy,
W ósmym słoń, niedźwiedź i dwie żyrafy,
W dziewiątym - same tuczone świnie,
W dziesiątym - kufry, paki i skrzynie,
I każdy zjadłby tysiąc kotletów,
I każdy nie wiem jak się natężał,
To nie udźwigną - taki to ciężar!
Nagle - gwizd!
Nagle - świst!
Para - buch!
Koła - w ruch!
Najpierw
powoli
jak żółw
ociężale
Ruszyła
maszyna
po szynach
ospale.
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi.
A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most,
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,
Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to,
Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,
Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,
Nie ciężka maszyna zziajana, zdyszana,
Lecz raszka, igraszka, zabawka blaszana.
A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha?
Że pędzi, że wali, że bucha, buch-buch?
To para gorąca wprawiła to w ruch,
To para, co z kotła rurami do tłoków,
A tłoki kołami ruszają z dwóch boków
I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,
Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy,,
I koła turkocą, i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!
Było poważnie, świątecznie, majowo, narodowo ..... czas na uśmiech.
Andrzej Waligórski
Bawiąc - uczyć
To tatuś niesie album porno,
co mu pożyczył pan Kowalczyk!
To tatuś porno w dom przemyca,
a nie chcąc by mamie wpadł do rączek,
od tyłu, od ogródka kica
jakby króliczek lub zajączek!
Kica po grządce i po skwerku,
i strach, i zachwyt ma na licu,
czasem w ten album zerku - zerku,
a potem dalej kicu - kicu!
na przykład są dwie panie gole,
które się bawią w panią z panem!
Aż się tatkowi uszki pocą,
aż rączki w podnieceniu ściska...
W swoim łóżeczku, późną nocą,
obejrzy to dokładnie z bliska.
Lecz jaki chytrus bywa z tatki!
Zanim się weźmie za czytanie -
wsadzi ten album do okładki
z książki uczonej niesłychanie,
żeby mieć haka na mamusię,
kiedy się zbudzi nieprzytomnie
i spyta: - Co ty czytasz, Niusiek?
To on odpowie: - Ekonomię...!
rentowność, wartość dodatkowa,
polucja... O pardons, progresja...
Noc płynie... Gdzieś tam sowa huczy...
Czasami wiatr przez szpary gwiźnie...
Nasz tatko się i seksu uczy,
i ekonomii przy tym liźnie,
i grzeje sobie w łóżku kości,
zamiast się gdzieś po knajpach włóczyć.
Tak wzrasta poziom świadomości,
i o to chodzi:
bawiąc - uczyć!
niedziela, 3 maja 2026
MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA.
CYPRIAN KAMIL NORWID
sobota, 2 maja 2026
Adam Ziemianin - Przyda się taka chwila
pełną garść
Na chwilę - Boże
zwolnij czas
Niech choćby czasem
maj nam trwa
Tyle o stycznie
trzy lub dwa
Daj nam miłości
pełną garść
Na chwilę - Boże
zwolnij czas
Niech nie ucieka
tak jak mgła
Niech się dodaje
dzień do dnia
Ty wszystko możesz
jesteś wszędzie
A nam się przyda
taka chwila
Żeby nad życiem
się zatrzymać
piątek, 1 maja 2026
Jacek Kaczmarski - Ballada o poranku pierwszomajowym
To była piąta rano dnia pierwszego maja.
Do domu jechałem tramwajem.
Prócz mnie dwóch było panów i jeden miał transparent,
A drugi ciemne okulary.
Jechała też kwiaciarka od kwiatów czerwona,
Których burzę trzymała w ramionach.
Ból głowy oraz karku nie zmieniał myśli nurtu –
Gdzie w święto dostanę jogurtu.
Gdzieś wsiadł zawiany facet i po minutach paru
Kląć zaczął Partię i Naród.
Że właśnie skończył pracę i wypił sobie trochę,
Bo iść mu kazali na pochód.
Dwadzieścia godzin! krzyczy – to mówią dla was mięta,
A przecież dziś wasze jest święto!
Wy klasy robotniczej jedność rozbijacie!
Wy, mówią, nam zawód sprawiacie!
Tu przerwał, chwilę drzemał, lecz było mu twardo,
Potem spojrzał na kwiaty z pogardą.
Ty, mówi, wstydu nie masz, zarabiasz na pochodzie!
I gówno cię reszta obchodzi!
A ty w okularach, ty też na pochód pchasz się!
Oj bo je stracisz w masie!
Nie będzie czym zasłaniać, jak ci je strącą z głowy,
Tych twoich gał judaszowych!
Ty z dyktą tam na kiju, jak taki żeś zgniewany –
Czego napis odwracasz do ściany?
Wsadź mordę se na patyk i górą nieś nad tłumy,
Żeby lepiej widzieli z trybuny!
Pan z transparentem nie patrząc już na niego
Powiada do motorniczego –
Po milicjanta skoczę, zatrzymaj się pan teraz
I temu drzwi nie otwieraj,
Drzwi za nim się zamknęły zapadła ciężka cisza.
Tylko ten uwięziony dyszał.
Czym ty mnie straszysz – udał, że wcale się nie boi –
No czemu ten tramwaj stoi?
Kwiaciarka przerażona, a facet w okularach
Coś w dali dojrzeć się stara.
No dobra idę sobie – słyszymy głos tamtego –
No otwórz (do motorniczego).
Pokrzyczał, ale widząc że ten mu nie otwiera –
Dam ja ci! – powiada – cholero!
Podnosi się i idzie i pięścią się zamierza –
I otwarte już drzwi jak należy.
Coś mruknął poszedł sobie i tamten wszedł po chwili.
W milczeniuśmy dalej ruszyli.
„Milicjant posterunku opuścić nie miał prawa
Dlatego ten bandzior nam nawiał”.
– Okazał pan postawę – pociesza go kwiaciarka –
– Szlachetność jest dużo warta! –
Rzekł okularnik z troską obywatelską krótko.
Inni gębę zamknęli na kłódkę.
Do domu przyjechałem, włączyłem telewizor,
Jogurtu w lodówce nie miałem,
Usiadłem w fotelu i nagle patrzę – idą!
I wszystkich w pochodzie widziałem!
Jacek Kaczmarski
1976
czwartek, 30 kwietnia 2026
Anna Kamieńska - CO TO JEST MIŁOŚĆ
| Tamara de Łempicka |
Już nie przypomni ci jej
