Etykiety

poniedziałek, 16 marca 2026

Leszek Długosz - I tak mijają ludzi twarze

 

Jeszcze gdzieś w szufladzie mam
Fotografie z dawnych lat
Bliskie kiedyś, jakże bliskie twarze
Furtka w ogród jeszcze drży
Jeszcze biegnę w tamte dni
Na werandzie cień się kładzie
Późne lato, kwitną dalie
Zapach kawy z okna płynie
Na pianinie „Für Elise”



Boże, szepnę który raz
Jakżeż to możliwe tak
Z krwi i z kości, z łez, z radości
Wszystko żywe
Wszystko dzisiaj jak niebyłe
Wszystko jak zetlały film
Migotliwe cienie dni
Czy to było, czy się śniło
Gdzie to poszło, gdzie to mieszka
Gdzie to, co dziś z tyłu

I tak mijają ludzi twarze
I z wczorajszych zdarzeń
Cichną głosy, wiatr roznosi
Po rozstajach koleiny dróg
I tak mijają ludzi twarze
A oddzielnym szlakiem ich marzenia
Gdzieś wysoko, gdzieś tam w chmurach
Wraz z chmurami mkną


Życie – teatr, znana pieśń
Ach i kwestią może jest
W jakiej sztuce, jaką postać
Jaką postać właśnie gramy
Dziś Romeo, Julia dziś
Letnich nocy czułe sny
Lecz już zmiana dekoracji
Lecz już gdzieś na bocznej stacji
Biegną szare, monotonne suną dni

Życie - teatr słuszna pieśń
Ach i kwestią może jest
Co reżyser nam tu przyznał
W cośmy sami się wrobili
Miłość gniew i który raz
Utraconych złudzeń smak
Repertuar się powtarza
Lecz znów leci, nic nie zważa
Lecz do świecy znowu leci nowa ćma

Miłość gniew i jeszcze raz
Utraconych złudzeń smak
I doprawdy jak w teatrze
Jak w Beckettcie tylko patrzeć
Już wynoszą nas na śmieci
Gasną światła komedyja finita

Leszek Długosz  

Andrzej Waligórski - Sen o Marszałku

 


Śnił mi się wczoraj Pan Marszałek,
Wąsy miał długie, osiwiałe,
I maciejówkę też miał siwą
Śnił mi się wczoraj, jako żywo!


I jakąś troskę miał na twarzy,
A gdy spytałem go o powód,
Z goryczą w głosie się poskarżył:
- Ot, i czepiają mnie się znowu!

\
Łgali żem austryjacki agent,
Ze cud nad Wisłą to Francuzi,
Że faszyzm zaprowadzić chciałem,
A teraz wszyscy "Józiu, buzi!"


Toć to komedia, farsa czysta,
Ze naraz do mnie tak przylgnęli!
Wszak ja z profesji terrorysta,
Z wiary przypadkiem ewangelik,
Z potrzeby chwili jam dyktator,
Zaś z charakteru raczej furiat...
Lecz gdzie tam! Nie zważają na to
Rząd, opozycja, MON i Kuria!

Wciąż tylko o mnie "dziadek, dziadek",
Tfu, późne wnuki, słuchać hadko,
Całujcie wy mnie wszyscy w zadek!
Tu krzyk się podniósł:
- Rozkaz, dziadku!

Wódz się najpierw skonsternował,
Potem uśmiechnął się uprzejmie
I rzekł:
- Ja już to proponował
Endekom w przedwojennym sejmie,

Ale nie chcieli w żaden sposób,
Choć byłoby to ich zaszczytem,
A teraz patrz pan! Tyle osób,
I jacy jednomyślni przytem!

Łatwiej obecnie rządzić krajem,
Lecz nie skorzystam z koniunktury,
Czołem, całujcie się nawzajem!
Tu z hukiem uniósł się do góry,

A późnym wnukom się zwiduje
Parlament, w kółko ustawiony,
Tak, żeby każdy kto całuje,
Był całowany z drugiej strony.

Andrzej Waligórski 

środa, 11 marca 2026

Roman Brandstaetter - Pamiętam...

  

Pamiętam...

Urodziłem się na dwa lata
Przed śmiercią Wyspiańskiego.

Jeszcze żyła Orzeszkowa,
Jeszcze żył Prus,
Jeszcze żył Sienkiewicz,

Jeszcze pamiętam dokładnie,
Jak przeprowadzałem na drugą stronę ulicy
Ślepego Tetmajera.



Pamiętam jeszcze lampy naftowe
I lampy gazowe,
I pierwsze telefony,
I pierwszy samochód,
I pierwsze żarówki,
I pierwszy kinematograf,
I katastrofę Titanica,
I konne tramwaje.

Kasztany inaczej kwitły niż dzisiaj,
Bzy inaczej pachniały.

Kocham ten czas,
Na początku którego...

Na początku którego...

To było moje sakralne
"Na początku"
Moje biblijne
"Na początku",
Moje
"Na początku",
Które minęło
I nigdy dotychczas nie powróciło do życia.

Czy chciałbym do tego czasu wrócić?

Może tak... Może nie...

A zresztą...
Do utraconego raju
Nie powinno się wracać,

Zwłaszcza jeżeli nie ma się pewności,
Że był on naprawdę rajem.
A ja tej pewności nie mam.

Roman Brandstaetter.

wtorek, 10 marca 2026

Z okazji Święta Mężczyzn....

 
Ludwik Jerzy Kern  " W sercu prawdziwego mężczyzny"  
 
W męskim sercu,
Jak w starej szufladzie,
Różne rzeczy znajdziecie na składzie.

Przez dni pogodne idąc,
Przez burze i grady,
Mężczyzna wszystko wrzuca do owej szuflady.
Jest tam naturalnie miłość do dzieci i żony,
Obok - kilka kobiecych imion
(Zazwyczaj dobrze już przykurzonych),
Niechęć do szefa (z zasady),
Zadry duże
I zadry małe,
Postanowienie (remanent z dzieciństwa),
Że będzie się generałem,

Planów w rozmaitych skalach
I z rozmaitych etapów - bez liku,
Marzenie: żeby tak raz, cholera,
Dostać na rękę trzynaście pików!

Strzępy wierszy,
Jakieś coś tam ten tego w czyjejś twarzy dołki
I zapach białej sukni przybranej w fiołki...
I wściekłość,
Że przedwczoraj znów wstrzymali premię,
I film z pogrzebu ojca, co zmarł na uremię,

Obok jakaś rozróbka,
Podróż,
Obszerne podwórze,
Na nim grupa wyrostków.
Kto to?
To my po maturze.

Jeszcze trochę widoków zebranych po świecie,
Wspomnienia,
Pragnienia
I inne rupiecie.








Na przedzie jednak
W pierwszym, że tak powiem, rzędzie
Stoi jedenaście postaci.
Któż to taki będzie?

Ubrani dziwnie,
Czółka ich niziutkie, tycie,
A przecież sam ich widok wzbudza serca bicie.

Oni to złych i dobrych nastrojów przyczyna,
Dzięki nim się raduje,
Przez nich się urzyna.
Wiecie już? Właśnie! Właśnie!
To jego ulubiona piłkarska drużyna.

Ludwik Jerzy Kern -



Ewa Lipska - Pytanie



PYTANIE

Droga pani Schubert,

nie mogę odpowiedzieć na Pani pytanie,

kto „odziedziczy ten świat”.

Historia milczy na ten temat. 


Z niejasnych powodów

z lecącego ptaka wiadomości wyrwano

ostatnią kartkę. 

Ewa Lipska

sobota, 7 marca 2026

MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA.


 







PRZY  OKAZJI I  Z  OKAZJI DZISIEJSZEGO ŚWIĘTA  KOBIET

mal. Teodor Axentowicz 


Litania zachwytów
 
Tę rudą plamkę z boku
po prawej,
ten mały pieprzyk na brzuchu,
oczy od komputera łzawe,
ucho
i dziurkę w uchu,
i pupę, to nic, że z celulitem -
kocham z zachwytem.
 
Włosy, choć mówisz, że masz odrosty,
brwi,
rzęsy,
nawet bez henny,
i temperament, co wzbudza zamęt,
albo co czasem jest senny,
i twoje nogi,
gdy do mnie wracasz,
czy myte,
czy jeszcze niemyte -
kocham z zachwytem.
 
Młodość, co przeszła
i kilogramy, co przyszły, by było coś w zamian,
twoją upartość,
twe roztrzepanie,
urwane w połowie zdania
i twoje myśli,
wciąż nieodkryte -
kocham z zachwytem.
 
I jeszcze tysiąc tysięcy rzeczy,
których już nie chcę wyliczać,
to dla mnie powód,
by cię na nowo
kochać
i by się zachwycać.

Mariusz Parlicki




DO  TEJŻE 

Oczy twe nie są oczy, ale słońca jaśnie
Świecące, w których blasku każdy rozum gaśnie;
Usta twe nie są usta, lecz koral rumiany,
Których farbą każdy zmysł zostaje związany;
Piersi twe nie są piersi, lecz z nieba surowy
Kształt, który wolą nasze zabiera w okowy;
Tak oczy, piersi, usta, rozum, zmysł i wolą,
Blaskiem, farbą i kształtem ćmią, wiążą, niewolą.

Jan Andrzej Morsztyn
 /1621- 1693 /





Maria Ewa Łunkiewicz-Rogoyska, Autoportret | 1930,


Agnieszka Osiecka

  Kobiety, których nie ma

Kobiety, których nie ma
od rana mówią prawdę,
kobiety, których nie ma
są zawsze takie ładne,

kobiety, których nie ma
od rana mają czas,.
kobiety, których nie ma
potrafią pojąć nas -
nas - niepojętych,
nas - wyklętych,
nas - zawziętych -
niezrozumianych - nas...

Kobiety, których nie ma
pieniądze mają własne,
kobiety, których nie ma
czekają aż ja zasnę,

kobiety, których nie ma
odchodzą zawsze pierwsze,
kobiety, których nie ma
czytują nasze wiersze.-

te - niepojęte,
te - wyklęte,
te - zawzięte,
niezrozumiane, niedocenione...Ech!...


Ps. Ubiegłoroczny post z okazji Dnia Kobiet :

https://www.donkiswiatpoezji.pl/2025/03/mariusz-parlicki-w-dniu-kobiet-kobieta.html

polecam.




Andrzej Sikorowski.... Z repertuaru zespołu "POD BUDĄ"


 

Nasz pamiętnik.


Kiedy na jesień nie ma rady
Nic tylko usiąść i zatęsknić
Wtedy wyjmuję z dna szuflady
Najstarszy szkolny swój pamiętnik


Dotykam rogów z sekretami
Których nie wolno za nic ruszyć
I łączę twarze z imionami
Zapisanymi w kącie duszy


Gdzie ich po świecie wszystkich rozwiało
Ilu do dziś ma byczą minę
Czy się udało, czy się udało
Szczęście wydusić niby cytrynę


Co z tych dzieciaków dzisiaj zostało
I co tam robią w najdalszej dali
Czy się udało, czy się udało
Pamiętać zawsze jak obiecali




A kiedy jesień dookoła
Zapała drzewa pańskim gestem
To mam ochotę głośno wołać
Że tutaj czekam, że tu jestem

Że jeśli też potrafią tęsknić
Za czasem, który skryła mgła
To niech popatrzą w swój pamiętnik

Jak jedna Anka z trzeciej A...





Zabierz mnie hen.


Zabierz mnie stąd daleko
Jak najdalej od tych wszystkich złych wydarzeń
Usiądziemy nad zieloną rzeką
To najlepsze lustro dla zmęczonych twarzy

Zabierz mnie hen od wrzawy
Bohaterką żadnej bitwy nie zostanę
Niech kołyszą nas wysokie trawy
I niech rosą zakwitają, gdy poranek

Ogrodzimy nasz malutki skrawek nieba
Na ten luksus zawsze starczy nam pieniędzy
Tutaj żadnych nam idoli nie potrzeba
O przepraszam, mam jednego, to jest księżyc





Ogrodzimy nasz malutki skrawek nieba
Razem z nim będziemy czasem deszczem płakać
Przytulimy się do stuletniego drzewa
Pewnie z czasem pomyślimy o dzieciakach

Andrzej Sikorowski..




Ballada o drugim brzegu

Gdy wydepczemy wszystkie ścieżki lata
gdy nam nie starczy cień wysokich drew
gdy już poznamy sens naszego świata
to przeprawimy się na drugi brzeg...





Niech nie przeszkadza nam niesforna rzeka....
Niech łodzi szybki pokieruje bieg...
bo choć nie wiemy co w oddali czeka
to przeprawimy się na drugi brzeg...

I w ciszy, w ciszy steru nic nie trudzi
w szalikach ciepłych w paltach jak na jesień
tak obok siebie paru zwykłych ludzi
i tak nas niesie tak nas dokądś niesie




I tylko czasem łódź z przeciwka cicho
tego się przecież nie spodziewał człek
jak my podobnych co zuchwale płyną
po dniach skończonych na swój drugi brzeg

Andrzej Sikorowski.

czwartek, 5 marca 2026

Małgorzata Hillar - Dziękuję Ci Panie



Dziękuję Ci Panie
że dałeś mi
na stare lata
dar zdumiewania się
że kiedy dotykam drzewa
rosnącego pod moim oknem
nie mówię
no cóż to tylko pospolity kasztan
lecz szepczę w zachwycie
to cud







a gdy zbliża się do mnie
mała dziewczynka
nie stwierdzam
to przecież tylko zwyczajne dziecko
moja wnuczka
lecz myślę zdumiona
to cud


Pragnęłabym
abym patrząc w lustrze na siebie
starzejącą się kobietę
której tak często nie lubię
mogła powiedzieć z radością

to cud że jestem

Małgorzata Hillar

środa, 4 marca 2026

Czesław Miłosz - Ogrodnik

 


Adam i Ewa nie na to zostali stworzeni,
Żeby kłaniać się księciu i władcy tej ziemi.
Inna, słoneczna, ziemia poza czasem trwała.
Im obojgu na wieczną szczęśliwość oddana.

Siwobrody ogrodnik drzew na niej doglądał,
Chociaż świat nie stał w blasku, tak jak tego żądał.
Na dni i wieki patrzył niby przez lunetę
Na całe swoje dzieło, tak dobrze zaczęte,
Które z winy poznania obrócić się miało
W nienasycenie duszy i ranliwe ciało.


Ostrzegł ich, ale wiedział, że to nie pomoże,
Bo już byli gotowi i tak jakby w drodze.
Niewidoczny w listowiu, dumał, zasmucony,

Widział ognie i mosty, okręty i domy,
Samolot w nocnym niebie migający iskrą.
Łoża z baldachimami i pobojowisko.


O biedne moje dzieci, więc tak się wam śpieszy
Do piachu, w którym czaszka żółte zęby szczerzy ?
Do zamykania bioder w majtki, krynoliny,
Do odkrywania ciągów skutku i przyczyny?


Oto zbliża się wróg mój i zaraz wam powie:
„Spróbujcie, a staniecie się jako bogowie.”


Lokaje samolubnej miłości i zbrodni,
I zaiste bogowie, tylko że ułomni.


Nieszczęsne moje dzieci, jaka długa droga,
Nim zrujnowany ogród zakwitnie od nowa,
I lipową aleją wrócicie przed ganek,
Gdzie na rabatkach pachną szałwia i tymianek.


I czy było konieczne nurzać się w otchłani,
Systemata układać, zamiast mieszkać w baśni,
Nad którą nieustanna jest moja opieka?
Bo prawdę mówi Pismo, że mam twarz człowieka.

Czesław  Milosz.



wtorek, 3 marca 2026

Krzysztof Kamil Baczyński - Wiersze do matki.

 
 






Do matki

Matko! czy są gdzieś jeszcze te ciche godziny
snów o sławie, zwycięstwie i życiu-bezklęsce,
marzone i zaklęte: z Bogiem, sławą, synem.
Matko! czy są gdzieś jeszcze te jasne godziny?

Godziny... zgonów, życia podeptane butem,
rozbite na minuty i sekundy bólu,
w ostrza broni i walki potrzebą przekute,
ciążące z krokiem naprzód ołowianą kulą.

Były dni - rozpalone szczęściem niezmierzonym,
były dni - zachlapane błotem lilie białe,
były dni - jak perłami usiane korony,
były dni ciche, smutne, nijakie, nieśmiałe.




Ty zawsze jesteś we mnie, trwasz we mnie krwiopłynem
i trwasz tak ziemsko, jednak nadczasowo...
Jak Chrystus cudze przyjmująca winy
i cudze krzyże nisąca nad głową.

Nad nami miłość żywa, bo bogata, wieczna,
nie zakwitła na rwanych roz-- ognieniem ranach,
miłość jak przystań spokojna, bliskością bezpieczna
i jedyna wzajemna bez rany poznana... 




Sny dziecinne pachniały... 

Sny dziecinne pachniały wanilią.
Jak oderwać to życie od trwogi?
Te dni jak małe bożki w oliwkowym lesie -
- wyrosły z nich dorosłe wilki i ogień
opaliły sosny strzelistych uniesień.

Takie to dzieje, matko. Boli wiatru kolec
wbity w dwudziestą jesień, kiedy umiem
już najtrudniejsze słowa. Na pękniętym stole
umierają kwiaty - suche deski trumien.
Dusi las zdarzeń przerosłych. Nic więcej.

Matko,
jeszcze jednym uśmiechem sprzed lat dwudziestu
przywróć mi wzrok dla świata
dziecięcy.  

Krzysztof Kamil Baczyński. 

Phil Bosmans.





Żadna noc nie może być 
aż tak czarna, 
żeby nigdzie nie można było odszukać 
choć jednej gwiazdy. 

Pustynia też nie może być 
aż tak beznadziejna, 
żeby nie można było odkryć oazy.
 
Pogódź się z życiem, 
takim jakie ono jest. 
Zawsze gdzieś czeka 
jakaś mała radość. 

Istnieją kwiaty, 
które kwitną nawet w zimie.

Phil Bosmans.

poniedziałek, 2 marca 2026

GÓRALSKA POEZJA - Izabela Zając - Ostatnio droga , Pokusa





Ostatnio droga

Matuś, ka ześ posła
w ciemnom nocke w droge,
tam kaś się wybrała
pomóc ci ni moge.

Ni mogłaś iść za dnia,
kie słonecko wschodzi,
wtoz to od nojblizsych
w taki cas odchodzi?

Cym ci mom przyświecić,
cobyś nie zbłądziła,
nie fce byś o ciernie
nogi pokrwawiła.


Panienko nojświętso
wyjdź ze światłem w droge,
podtrzymoj matusie,
tam ka jo ni moge.





Pokusa

Musis se ty Boze mieć góralskom duse,
bo kany jo z chałpy na ślaki wyruse
tam widze jak Twojom rękom malowane
te nojgłębse jary przed ludźmi schowane,


 te źleby, te smreki wierchowom siumiące,
te bystre siklawy twarde skały rwiące...
 Musis se Ty Boze mieć góralskom duse,
skoroś stworzył syćkim tatrzańskom pokuse.

Izabela Zając.







piątek, 27 lutego 2026

Jacek Kaczmarski - Pociecha

 

POCIECHA

Nie trwóżcie się. Zostanie po nas
Poetyka przeobrażona:
Obraz epoki i jednostek
Bez wątpliwości i słabostek.


Nasi pisarze i malarze
Dadzą nam wielomówne twarze,
Dadzą nam gesty wyraziste,
Niejasne tła, konteksty mgliste.


Może nie będzie wśród nich wielu
Szekspirów albo Rafaelów
Ale wyrażą nasze czasy,
A wyraz zbłądzi między masy.


Więc z wrednych naszych namiętności
Zostanie walka o wartości;
Więc z naszych oszczerstw i kalumni
Herosi się wyłonią dumni.


Z naszej bezradnej paplaniny
(Ciężkiej obrazy dla polszczyzny)
Wywiodą myśli, sny i czyny
Artyści w hołdzie dla ojczyzny.


Artysty rolą – ująć całość:
Czym wobec sztuki – czyjaś małość,
Zawiści, zdzierstwa i kradzieże
I credo trwogi: wiem, bo wierzę!


Nie zna planeta barwy brudu
I słów bez znaczeń nie zna księga:
Chaos jest poprzednikiem cudu,
A kompozycja to potęga.


Dajmy artystom pięknie zwodzić
O kłamstwie, gniewie i rozpaczy,
A prawda o nas się narodzi,
Która zrozumie – i wybaczy.





Nie trwóżcie się, bo pojmą dzieci
I klęski nasze i zwycięstwa
Każde z nich własne życie skleci
Powtórzy zbrodnie i szaleństwa.

Jacek Kaczmarski

19.6.1992