sobota, 13 czerwca 2026
niedziela, 7 czerwca 2026
Wojciech Młynarski - Uśmiechnij się do swoich smutnych myśli
Gdy pada chleb bez przerwy masłem na dół,
A pełny los nie pada w pusty dzień...
- Uśmiecham się, to mogę robić zawsze,
Nim dni łaskawsze przyjdą - uśmiecham się.
Uśmiecham się do moich smutnych myśli,
Uśmiecham się do szarych, nudnych spraw
Co został hen, za morzem czarnych kaw...
Do marzeń mych, co się na wietrze chwieją
Co dzień, z nadzieją, pierwsza uśmiecham się!
A więc i ty
Uśmiechnij się do swoich smutnych myśli,
Uśmiechnij się do szarych, smutnych dni,
Najlepszy sen na jawie ci się wyśni,
bo wielka moc w uśmiechu szczerym tkwi...
Do ludzi - tych, co nigdy się nie śmieją
Co dzień, z nadzieją, pierwsza uśmiechnij się...
Wojciech Młynarski.
czwartek, 4 czerwca 2026
Ludwik Jerzy Kern - Nowy Kossak
Hoże dziewczę płacze,
Polacy od wieków
Twardzi są. Dła siebie.
Francuz Francuzowi
Funduje ślimaka,
A Polak najchętniej
Podgryza Polaka.
A Polak podkłada
Polakowi świnię.
Włoch tak kocha Włocha
Jak pawica pawia,
A Polak Polaka
Do wiatru wystawia.
Anglikowi Anglik
Robi przyjemności,
Polak Polakowi
Przykrości zazdrości.
Konik nóżką grzebie,
Płacze dziewczę hoże,
Polak do Polaka
Z pyskiem albo z nożem.
Rzadko Polakowi
Polak dobrze zrobi,
To już takie nasze
Narodowe hobby.
A tak by się chciało
Wstawić do czytanki,
Że Polak i Polak
To są dwa bratanki.
środa, 3 czerwca 2026
Halina Poświatowska - Cisza
Odnaleźć taką
by tylko wiatr
podkradał spokój
by tylko słońce
szeptało dzień dobry
księżyc dobranoc
ziemi czuć
i delikatność
traw
odnaleźć taką
ciszę chcę
by nie być
niedziela, 31 maja 2026
. Parlicki Mariusz - Monolog z synkiem / Wiersz z okazji DNIA DZIECKA/
Patrząc na ludzi z perspektywy mrówki,
Co zbyt cicho się skarży, aby ktoś ją słyszał,
Czujesz strach i niepokój wewnątrz małej główki
I w pieluchę się moczysz, gryziesz ucho misia.
Oczka mocno otwierasz, patrzysz przenikliwie,
Nie rozumiesz słów brzmienia, nie rozumiesz myśli,
Ty się dziwisz wszystkiemu, ja Tobie się dziwię,
Kiedy nocą zapłaczesz. Cóż Tyś synku wyśnił?
II
Nieporadny człowieczku, co wyciągasz rękę,
Do każdego, kto schyli się nad Twą kołyską,
Takie dobre, że głupie masz to małe serce,
Wszystko może Cię cieszyć, bawić może wszystko.
Życia jesteś ciekawy, każdy obraz chłoniesz
I ogarniasz świat cały dobrym, głupim wzrokiem,
Chciałbyś wszystko móc dotknąć, wziąć w swe małe dłonie,
A potrafisz jedynie – ssać butlę ze smokiem.
III
Widzisz synku życie nie jest pasmem tęczy,
A ogrodnik nie sadzi kwiatów dla zapachu.
Życie synku to kręte schody bez poręczy,
To niepewna przechadzka po krawędzi dachu.
Widzisz synku nie jest ogniem wiecznym,
Magma uczuć wystyga, w skorupę się zmienia.
Miłość synku jest w życiu wyborem koniecznym,
Jest podstawą naszego bytu i istnienia.
Pytasz synku dlaczego świat jest tak okrutny
I tak bardzo daleki od baśniowych marzeń.
Jest też dobro na świecie, nie bądź synku smutny,
Ono Ci się objawi, wykrzyczy, ukaże.
sobota, 30 maja 2026
czwartek, 28 maja 2026
Dmytro Pawłyczko *** "Moja ty grzeszna"... "Świerki"
Dmytro Pawłyczko -( 1929 - 2023r.) - Ukraiński poeta, tłumacz, krytyk literacki, działacz społeczny, polityk. W latach 1999–2001 ambasador Ukrainy w Polsce.
.Pochodził z rodziny chłopskiej, jeszcze przed II wojną światową uczęszczał do polskiej szkoły, co później pozwoliło mu wejść w krąg naszej kultury.
Dmytro Pawłyczko
Świerki
Aż po sam brzusiec -
Świerki zdyszane pierzchają w strachu,
Chcą w górę uciec.
- No, wskazuj drzewo, które zrąbiemy! -
Powiada tata.
A ja wybieram, jak po jarmarku
Oczami biegam.
Zda się ładniejszy mi taki świerczek,
Który nie z brzega.
- Ten najsmuklejszy! - Nie, mój chłopczyku,
Szkoda go chyba!
- No to ten ładny, w igliwiu srebrnym,
Co lśni jak ryba!
- Żal go! - Więc może ten osmalony,
Omszały spodem!
- Ej nie, niebożę, zrobilibyśmy
Tym wielką szkodę!
W smole jak dratwa!
I będzie tratwa.
- A ten, co niby świeczka skrzywiona,
Jak w parastasie?
- Ej, nie! I on się też wyprostuje
O swoim czasie.
Tak chodziliśmy między świerkami,
Śmieszni złodzieje.
- W domu się jeszcze zastanowimy,
Wrócim w niedzielę!...
Przeszło czterdzieści lat. Posłuchajcie -
Szumi żywica
I słońce śpiewa niby dziewica.
Wietrzyk figluje.
Czemu tak smutno jest mi we wszystkich
Krainach świata?
Wysokie świerki stoją, pytają:
A gdzie twój tata?
Przełożył Bohdan Zadura
moja ty lilio nad bagniskiem,
cudze uściski jak cekiny
pozdejmowałaś przy mnie wszystkie.
I znowu oczy masz dziecięce,
których cień żaden nie przesłania.
A ja się czuję potępieńcem
w obliczu twego nieskalania.
Czyż tak znużona twoja dusza,
że już pokutą się zaprząta
i do wierności się przymusza
jak do wędzideł i chomąta?
Dlaczego wstydem dzień nasyca,
gdy nowe pieszczotami karmią?
Dlaczego jabłek z drzewa życia
nie pozwolono rwać za darmo?
Czy na wygnaniu ci sił starczy,
by na kamieniach rodzić synów
tutaj, gdzie od miłości starszy
jest mozół, a chleb od bursztynów?
Pójdziesz? Klejnoty weź przynajmniej
ze sobą, nie zgub ni okrucha.
A uprząż moją sama na mnie
narzucisz jak na kłapoucha.
I będziesz jechać na człapaku
po ścieżkach stromych i ciernistych
i strzelać do niebieskich ptaków
dwojgiem swych ślepi pozłocistych.
A ja cię będę czcił i pragnął
za to, że śmiałej twej istoty
nie pokalało ani bagno,
ni nuda wymuszonej cnoty.
Za to, żeś z paszczy węża wzięła
i mnie do rąk podała owoc,
w którym był sen i radość dzieła
i dzień jutrzejszy z twarzą nową.
Przełożył z ukraińskiego
Jerzy Litwiniuk
Kornel Makuszyński - ROZMOWA Z ZEGAREM
I marzył o tym, o czym ja dziś marzę?
Pamiętasz jeszcze?
O, tak, o tak, o tak!
Ode dnia do dnia, od chwili do chwili
Żyliśmy życiu mądremu na wspak,
Godziny marły, a myśmy liczyli
Szczęście na wieczność...
O, tak, o tak, o tak!
A czy pamiętasz, filozofie stary,
Jakeś fałszywy mi wybijał znak
I wszystkie wokół budziłeś zegary,
Gdym pisał wiersze?
O, tak, o tak, o tak!
Zdjęła, gdy stary wziął cię Izaak,
Gdyś hebrajskiego uczył się języka,
By mnie nakarmić?
O, tak, o tak, o tak!
Lub ową chwilę gdzieś na czwartym piętrze,
Gdym gorejący, jak ognisty krzak,
Przysięgał z mocą uczucia najświętsze,
Klnąc się na księżyc?
O, tak, o tak, o tak!
Lub tę, gdyś starym swym zgrzytnął żelazem,
Słusznego swego gniewu dając znak?
O, jakże smutno płakaliśmy razem,
Gdy nas zdradziła!...
O, tak, o tak, o tak!
O, jak to dawno, Sokratesie stary!
Złamanym skrzydłem tłucze ślepy ptak...
Serca się psują, psują się zegary,
Wszystko umiera...
O, tak, o tak, o tak!
Ale raz jeszcze przypomnijmy wzloty,
Wracajmy myślą na gwiaździsty szlak!
Cofnij wskazówki i lećmy w wiek złoty...
Niech żyje młodość!
O, tak, o tak, o tak!
środa, 27 maja 2026
Victor Fischl - Woń starych domów
wtorek, 26 maja 2026
Dzień Matki. Krótkie wyrywkowe wepomnienia.
Ten dzień zaczęłam dziś nietypowym wspomnieniem - wierszem Staffa napisanym po powrocie poety do W- wy w 1946r..:
" Będziemy znowu mieszkać w swoim domu,
Będziemy stąpać po swych własnych schodach.
Nikt o tym jeszcze nie mówi nikomu,
Lecz wiatr już o tym szepcze po ogrodach.
Nie patrz na smutnych tych ruin zwaliska.
Nie płacz. Co prawda, łzy to rzecz niewieścia.
Widzisz: żyjemy, choć śmierć byka bliska.
Wyjdźmy z tych pustych ulic na przedmieścia.
Mińmy bezludne tramwajów przystanki…
Nędzna kobieta u bramy wyłomu
Sprzedaje chude, blade obwarzanki…
Będziemy znowu mieszkać w swoim domu.
Wystawy puste i zamknięte sklepy.
Życie się skryło chyba w antypodach.
Z pudłem grzebyków stoi biedak ślepy…
Będziemy stąpać po swych własnych schodach.
Ty drżysz, od chłodu. Więc otul się szalem.
Bez nóg, bez ramion, w brunatnej opończy
Młodzi kalecy siedzą przed szpitalem.
Widzisz: już pole. Tu miasto się kończy.
Zwalone leżą dokoła parkany,
Dziecko się bawi gruzem na chodniku,
Kobieta pierze w podwórku łachmany
I kogut zapiał krzykliwie w kurniku.
Kot się pod murem przeciąga leniwo,
Na rogu człowiek rozmawia z człowiekiem…
Znowu w sklepiku zjawi się pieczywo
I znów zabrzęczą rano bańki z mlekiem.
Przejdą dni ciężkie klęski i rozgromy
I zapomnimy o ranach i szkodach…
Będziemy znowu mieszkać w swoim domu,
Będziemy stąpać po swych własnych schodach."
To był prawdziwy, wtedy wydawał się nam najpiękniejszy w świecie, zdobyty z wielkim trudem przez Mamę - DOM.
Tak jak w wierszu Staffa parafrazując - ":przeszły dni ciężkie klęski i rozgromy, zapomnieliśmy o ranach i szkodach…"
Przyszedł czas, że dom opustoszal, ale nasza miłość do mamy i wdzięczność za jej wyrzeczenia by nas wykształcić, byśmy wiedzieli, że zawsze mamy gdzie powrócić pozostały. Do końca życia, a właściwie dopóki miała siły zdolna była do największych dla nas poświęceń. .Ponieważ byłam młodsza i chorowita kochała mnie chyba bardziej od brata i bardziej się o mnie troszczyła. Na starość mieszkała głównie u mnie
Umarła w moich ramionach. Dzień przed odejściem, w przymroczeniu na moje pytanie " mamusiu czy mnie poznajesz,, kto ja jestem - z wielkim już trudem odpowiedziała - "Michalska błyszcząca”".
Michalska to moje panieńskie nazwisko, a błyszcząca ?
poniedziałek, 25 maja 2026
Leopold Staff - CZUCIE NIEWINNE
Czucie niewinne
Łąkami idę. W krąg kwiaty
I słyszę brzęki pszczelne.
W powietrzu modrozłotym
Śni próżnowanie niedzielne.
I słyszę brzęki pszczelne.
W powietrzu modrozłotym
Śni próżnowanie niedzielne.
Słońce świeci spokojnie,
Jak gdyby od niechcenia;
Obłoki są tak białe,
Jak by nie mogły siać cienia.
Ptak śpiewa, jak by nie śpiewać
Nikomu ani się śniło.
Jest mi tak dobrze na duszy,
Jak by mnie wcale nie było.
Najpiękniej bowiem jest, kiedy
Piękna nie czuje się zgoła
I tylko jest się, po prostu
Tak, jak jest wszystko dokoła.
niedziela, 24 maja 2026
sobota, 23 maja 2026
Jan Kasprowicz ........
Z cyklu czterdziestu sonetów Jana Kasprowicza zatytułowanego „Z chałupy”
Z chałupy
Chaty rzędem na piaszczystych wzgórkach;
Za chatami krępy sad wiśniowy;
Wierzby siwe poschylały głowy
Przy stodołach, przy niskich obórkach.
Płot się wali; piołun na podwórkach;
Tu rżą konie, ryczą chude krowy,
Tam się zwija dziewek wieniec zdrowy
W kraśnych chustkach, w koralowych sznurkach.
Szare chaty! nędzne chłopskie chaty!
Jak się z wami zrosło moje życie,
Jak wy, proste, jak wy, bez rozkoszy...
Dziś wy dla mnie wspomnień skarb bogaty,
Ale wspomnień, co łzawią obficie -
Hej! czy przyjdzie czas, co łzy te spłoszy?!...
Chaty rzędem na piaszczystych wzgórkach;
Za chatami krępy sad wiśniowy;
Wierzby siwe poschylały głowy
Przy stodołach, przy niskich obórkach.
Płot się wali; piołun na podwórkach;
Tu rżą konie, ryczą chude krowy,
Tam się zwija dziewek wieniec zdrowy
W kraśnych chustkach, w koralowych sznurkach.
Szare chaty! nędzne chłopskie chaty!
Jak się z wami zrosło moje życie,
Jak wy, proste, jak wy, bez rozkoszy...
Dziś wy dla mnie wspomnień skarb bogaty,
Ale wspomnień, co łzawią obficie -
Hej! czy przyjdzie czas, co łzy te spłoszy?!...
Jan Kasprowicz
czwartek, 21 maja 2026
Szymborska Wisława - Utopia
Jan Twardowski - Szukasz
liści bez drzewa,
wiedzy, a nie zdziwienia
boisz sie oprzeć na tym czego nie można dotknąć,
zaczynasz od sukcesu , wielki i zbędny
nie milczysz, ale pyskujesz o Bogu
chcesz być kochany, ale sam nie umiesz kochać
myślisz, że dowodem na istnienie jest to, że tego
dowodu nie ma
inteligentny i taki niemądry.