niedziela, 18 października 2026
czwartek, 15 października 2026
Ksiądz Wiesław Szlachetka - KOBIETA
![]() |
| Ksiądz Wiesław Szlachetka |
Kobieta
co zmienia się w pluszową mgłę
pod dotykiem słońca
czasem zmienia się w rwący potok
a czasem
w lilię na grobie swego pana
wśród pisku pustyni
albo kołyską dla łzy i jej cienia
każda myśl o kobiecie
ma barwę zaskoczenia
a każde słowo o niej
jak obraz we mgle
jak niezbadane są drogi kobiecego serca
nawet krew w nich płynie po omacku
logika jej snów
to kwadrat niewiadomej
to nagła noc o poranku
kobieta
niekończący się korowód wyzwań
dla serca mężczyzny
wtorek, 13 października 2026
Wasyl Symonenko
Wasyl Symonenko (ukr. ВасильСимоненко), ur. 8 stycznia 1935 w Bijiwcach, zm. 14 grudnia 1963 w Czerkasach. Pochodził z kołchozowej rodziny.
Ukraiński poeta, dziennikarz, działacz ukraińskiego ruchu oporu, autor liryków osobistych i patriotycznych, m.in. skierowanych przeciwko totalitaryzmowi. Autor był jednym z kluczowych twórców ukraińskiego ruchu oporu lat 60. (tzw. „szestydesiatników”).
Jesteś człowiekiem
Człowiekiem jesteś,
Czy wiesz?
Powiedz, wiesz to czy nie?
Ten uśmiech twoim jest,
Ta męka twoją jest,
Te oczy są także twe.
Jutro już cię nie będzie,
Jutro na świecie tym
Wciąż istnieć będą ludzie,
Wciąż kochać będą ludzie,
Lecz inni- już nie ty.
Dzisiaj twoje są nieba,
Twoje lasy i stepy.
Więc śpiesz się, bo żyć trzeba
Śpiesz się, bo kochać trzeba,
Nie przegap swoich dni.
Jesteś, choć dola marna
I wiedz to- chcesz, czy nie
Twój uśmiech niepowtarzalny,
Twa męka niepowtarzalna
I takież są oczy twe.
***
Obeliski z granitu, jak meduzy,
Pełzły, pełzły i straciły siły.
Na cmentarzu rozstrzelanych złudzeń
Już nie ma miejsca na mogiły.
Miliardy wiar - zagrzebane w czarnoziem,
Miliardy szczęść - na proch porozwiewane...
Dusza płonie, okrutny rozum płonie
I rechocze na wietrze nienawiść.
Gdyby przejrzeli wszyscy ogłupieni,
Gdyby wszyscy zabici powstali,
Nieba szare od przekleństw sklepienie
Musiałoby ze wstydu się zwalić.
Drżyjcie, zabójcy, pomyślcie sługusi,
Życie się na wasze kopyto nie przerobi.
Słyszycie? – Na cmentarzu iluzji
Już nie ma miejsca dla mogił.
Już naród to jedna wspólna rana,
Już krwią dyszy ziemia nasączona,
I na każdego kata i tyrana
Czeka pętla i czeka konar.
Rozdarci, zaszczuci, zabici
Powstają i będzie dzień sądny,
I ich przekleństwa, złe, niesamowite,
Spadną na dusze spleśniałe i syte,
I będą na drzewach wisieć
Apostołowie obłudy i zbrodni.
niedziela, 11 października 2026
Elżbieta Lipińska - Pamięć
"na początku było słowo 'już'"
splecionym z cienkich nitek w bardzo gruby bicz.
Pamięć to niebieściutkie, jak te chabry w zbożu
oczy mojego dziadka, pierwsza ważna śmierć,
trzydziesta piąta książka, dziewiąta planeta,
najpiękniejsza muzyka i ostatnia krew.
Pierwsze w brzuchu kopnięcie, ósmy pocałunek
któraś kolejna zdrada, siedemnasty wiersz,
bardzo trudne wyrazy, których nie ma prawa
być w ogóle na świecie, jednak są, jak wiesz,
tak, jak Plantageneci albo profitrolki
i pięknie bielejący pod słońcem beginaż
z czerwonym krzykiem dachów albo co tam chcesz.
Na przykład prejudykat. Czym więc ona jest?
Cokolwiek byś powiedział - słowa, słowa, słowa.
I dopiero na końcu słyszysz twarde „już"
Elżbieta Lipińska.
piątek, 9 października 2026
Agnieszka Osiecka.
Dziś - 9 października obchodziłaby 90-te urodziny.
Autorka tekstów do dwóch tysięcy piosenek, które wywarły ogromny wpływ na polską scenę muzyczną i teatralną. Jej twórczość jak mówila "bierze się ze współczucia, ale nie z jakiejś litości, tylko ze współodczuwania świata"
Przypomne dziś kilka jej popularnych, zapewne znanych wszystkim od zawsze utworów .. pytając po staropolsku: " znacie, znamy, no to posłuchajcie"...... no to poczytajcie!
Dozorca bramę otwiera,
Pacierze senne ktoś gdera,
Wracają z nocnej zmiany już.
Na niebie blask porannych zórz,
Przy kawie samotnej,
Przy chlebie samotnym marzę...
Czasem chce się do człowieka,
Kiedy szczęścia brak,
Kiedy na nas nikt nie czeka
Albo byle jak.
Czasem chce się do człowieka,
Gdy się jest na dnie,
Film nie pomaga,
Książka to blaga, nie, nie, nie!
Bo nam chce się do człowieka,
Knajpy znają nas,
Musi minąć jakiś czas,
Musi wyschnąć rzeka,
Muszą zblednąć sny,
Wtedy wrócą zwykłe dni.
Dozorca bramę zamyka,
Ostatni przechodzień znika,
Na strychu wielkie pranie schnie,
Po cichu mysz okruchy je,
Zasypiam zbyt wcześnie,
I marzę już we śnie, we śnie...
Czasem chce się do człowieka,
Kiedy szczęścia brak,
Kiedy na nas nikt nie czeka
Albo byle jak.
Czasem chce się do człowieka,
Gdy się jest na dnie,
Film nie pomaga,
Książka to blaga, nie, nie, nie.
Nie pomoże żaden lekarz
Ani głupia złość,
Musi nadejść taki ktoś,
Kto chce też do człowieka,
Lepszy jest niż ty,
I otworzy Tobie drzwi...
Agnieszka Osiecka
Długie te nasze jesienie.
pora wrócić do własnych żon
czernieje klon...
Pora wrócić do dawnych rachunków
tych z gazownią i tych z Panem Bogiem,
pora wrócić do starych frasunków
już mrozy za progiem...
Oj, długie te nasze jesienie
przedpokoje, przedsionki i sienie
przed zimą ostatnie postoje
niepokoje, spokoje...
Czas wyciągnąć obrączki z szuflady,
być gotowym na ważne narady,
pora zioła zaparzyć przed snem
pogwarzyć z psem...
Pora dziecku powiedzieć, że tata
zaprowadzi je znowu do szkoły
wierz mi synku, ty będziesz miał brata
tak mówią Anioły...
Oj, długie te nasze jesienie
przedpokoje, przedsionki i sienie
przed zimą ostatnie postoje
niepokoje , spokoje...
Do spiżarni już pora coś wrzucić
żal wyżalić i smutki wysmucić
na sylwestra wykupić bon
dla żon, dla żon...
A gdy nazbyt zaboli to wszystko,
gdy zapłonie i skromność i pycha,
no to w końcu...do wiosny już blisko
już blisko, do licha...!
oj, krótkie te nasze jesienie
przedpokoje, przedsionki i sienie
przed zimą ostatnie postoje
niepokoje, spokoje...
Na naszą słabość i biedę,
niemotę serc i dusz.
Na to, że nas nie zabiorą
do lepszych gór i mórz.
Na czarnych myśli tłok,
na oczy pełne łez
lekarstwem miłość bywa.
Jeżeli miłość jest,
jeżeli jest możliwa.
Na ludzką podłość i małość,
na oschły Boży chłód.
Na to, że nic się nie stało,
a zdarzyć miał się cud.
Na szary mysi strach,
bliźniego wrogi gest,
ratunkiem miłość bywa.
Jeżeli miłość jest,
jeżeli jest możliwa.
Tu kukły ludźmi się bawią,
tu igra z nami czas.
Tu wielkie młyny nas trawią
i pył zostaje z nas.
Na to, że z pyłu pył
i za początkiem kres
ratunkiem miłość bywa.
Jeżeli miłość jest,
jeżeli jest możliwa.
Na krajów nędzę i smutek,
na okazałość państw,
policję, kłamstwo i nudę,
potęgę małych draństw.
Na nocny serca ból,
że człowiek żył jak pies
ratunkiem miłość bywa.
Jeżeli miłość jest,
jeżeli miłość jest...
Józef Baran - Ballada o Bogu na emeryturze
co ja się go naszukałem
góry lasy przetrząsałem
i nic
w parafii pipidówa-zdrój
uśpiłem plebana winem porzeczkowym
i wykradłem mu zza pazuchy mapę
zaraz o świcie wyruszyłem
z pękatym brzuchem plecaka
piąłem się z trudem
jak koń zaprzęgnięty do pługa
i zbiegałem z górki na pazurki
szedłem i szedłem
leśnymi tunelami
gliniastymi jarami
kędy tylko węże korzeni
minąłem tłumy zbóż
biorące udział w pochodzie majowym
minąłem chatkę na kurzej stopce
gdzie chłop i baba mieszkają
bardzo starzy oboje
minąłem na łąkach białe konie
z rozpuszczonymi grzywami
które zdezerterowały od wozów
i dwoje zagubionych leśnych dzieci
które wracały właśnie
od baby-jagi
szedłem i szedłem
kładką ścieżki
coraz wyżej i wyżej
aż
na samym poddaszu wsi
skąd bliżej do nieba niż do ziemi
gdzie czerwony znak wbity w chmurę
ujrzałem staruszka z siwym obłokiem brody
drepczącego w asyście trzmieli po ogrodzie
- tak, to ja jestem Bogiem
rzekł i uśmiechnął się smutno
oprowadził mnie po poletku
pokazując wiernego anioła zmienionego w psa
plantację sztucznych planet
ogródek z zakazanym drzewem wiadomości
ożywił się wyraźnie
na szklanej werandzie
przy przeglądaniu starych zdjęć
z albumu świata
piliśmy ptasie mleko
pocieszałem go że się nie zestarzał
a on w zamian zaciągając się z fajki
dymem pachnącym maciejką
zawierzył mi w tajemnicy
że spisuje pamiętniki
na odchodne staruszek
bardzo prosił o dyskrecję
- przychodzą tu różni tacy
pytają o początek i koniec świata
o takie inne rzeczy
tak jakbym ja to wszystko
jeszcze pamiętał...
tak jakbym ja to wszystko jeszcze pamiętał...
powiedział
rozkładając bezradnie ręce
środa, 7 października 2026
Czartoryski Alexander - A potem?
A potem?
kształtując czynem charaktery,
by mogła ich uwielbiać Pani.
O Nią są wojny i zwycięstwa,
przeboje, znoje, trudy klęski,
wysiłek najwyższego męstwa,
aż przyjdzie jeden. Ten zwycięski.
To testosteron tak im każe,
nieść kwiaty, hołdy i peany,
dać Pani wszelkie apanaże.
Kto Ją zdobędzie, Pan nad Pany!
A potem? Cóż ... zdobywca stwierdza
- jak widać w historycznym wątku -
na horyzoncie inna twierdza!
Zaczyna wszystko od początku :))
Tu konkwistador problem miewa:
nie odda twierdzy, bo i czemu.
W czasach, gdy była tylko Ewa,
żyć można było bez problemu :))
I bez żadnego zdobywania
kolejnych twierdz kresowych kraju ...
Powstał mi taki cień pytania:
nie można wrócić by do ... Raju?
Czartoryski Alexander
Andrzej Waligórski - EKSPORT I IMPORT
Polak pęcznieje jak balon z gumy,
Czeka na podziw i poważanie,
Widzi w tym bowiem powód do dumy,
Że cudzoziemcy rwą nasze panie.
Patriotycznego pełen prestiżu:
Sam Napoleon panią Walewską
Raczył używać w mieście Paryżu!
co Francuzom był raczej anty,
Odczuwał radość nie mniej kretyńską:
Co tam Walewska! Książę Konstanty
Był łaskaw ciupciać panią Grudzińską!
Na to pradziadek powiadał w gniewie,
Za orientacją będąc francuską:
Honoriusz Balzac w mieście Genewie
Spał z Ewą Hańską, z domu Rzewuską!
Każdy argument jak piorun gromki
Przeciwnikowi grozi awarią;
Szczęsna Potocka i kneź Patiomkin!
Ludwik Piętnasty z Leszczyńską Marią!
Z kart historycznych wstają wspaniali
Króle, wodzowie, nawet biskupy,
Którzy w przeszłości importowali
Nie tyle nasze głowy, co pupy.
Wyciągam z tego ponure wnioski:
Nietędzy widać z nas zalotnicy;
Rewanż wziął tylko Staś Poniatowski
Na Katarzynie Wielkiej, carycy!
Był dobry w łóżku, nikt nie zaprzeczy,
Z werwą rozegrał całą imprezę,
Ale że Polak, więc za te rzeczy
Dał wrednej babie zbyt drogi prezent...
By więc uniknąć wstydu i sromu,
I nie wpaść więcej w takie pułapki,
Błagam: Polacy, siedźcie żesz w domu!
Eksportujemy wyłącznie babki!
poniedziałek, 5 października 2026
Henryk Gryngerg.
Henryk Gryngerg - poeta, pisarz , eseista żydowskiego pochodzenia, laureat wielu prestiżowych nagród literackich, autor kilkudziesięciu książek, w których postawił sobie za cel bycie kronikarzem losu Żydów polskich.
Kiedyś, a ściślej - 8 lat temu pisalam już o nim. Krótko więc przypomnę - urodził się w 1936 roku w Warszawie. W okresie okupacji niemieckiej, ze względu na żydowskie pochodzenie ukrywał się na tzw. aryjskich papierach. Z całej licznej rodziny Holocaust przeżyli – dzięki pomocy Polaków – tylko on i jego matka. Ojca – zamordował polski chłop, któremu ten oddał na przechowanie dwie krowy. Dwuletniego brata, wydanego przez polskich sąsiadów również zabili.Niemcy Grynberg w swym pisarstwie podejmuje głównie tematykę Holocaustu i losu polskich Żydów.Od 1 kwietnia 1959 do 31 grudnia 1967 pracował w warszawskim Teatrze Żydowskim[3]. W 1967 wraz z zespołem teatru wyjechał na występy do USA i pozostał na emigracji.
Jest laureatem wielu nagród literackich, cztery jego książki były nominowane do Nagrody Literackiej Nike .
Orfeusz II
zanim ją pokochałem
zanim ja ujrzałem
nie wiem nawet jak miała na imię
wiem tylko że piersi jej miały wezbrać
miłością czystą i białą jak mleko
że oczy jej miały oświetlać mi noce
że usta jej miały ogrzewać mi dusze
a ręce jej miałem jak balsam
przykładać sobie do ran
że bez niej jest tu ciemno i zimno
i coraz silniej krwawią
nie zdążyła na swój ślub
ani na miłość
na swoje piersi oczy i usta
na życie
umarła w tysiąc dziewięćset czterdziestym pierwszym
drugim lub trzecim
może jeszcze zanim zaczęła chodzić
mówić a nawet patrzeć
może nie zdążyła się nawet urodzić
to po niej tak pusto w moim hadesie za życia
gdzie wdowcem się urodziłem
i nie ma nawet gdzie interweniować -
nie zdążyła pod mój ślubny baldachim
pod którym czekam do dziś
Szczęśliwy stary człowiek
Szczęśliwy stary człowiek
co pogrzebał już przyjaciół i wrogów
i może umrzeć kiedy chce
bez obawy że sprawi przyjemność
a tym bardziej ból
i jest panem swojego życia
a my niewolnicy przyjaciół naszych i wrogów
dla których musimy żyć
bardzo dobrze i bardzo długo
chodzimy zziajani po świecie
nie mogąc doczekać się kiedy
będziemy wreszcie tak starzy
żeby zacząć naprawdę żyć.
niedziela, 4 października 2026
ks. Jan Twardowski - Bliscy i oddaleni
bliscy boją się być blisko żeby nie być dalej
niektórzy umierają – to znaczy już wiedzą
sobota, 3 października 2026
Znalezione w starych zbiorach poezji.
piątek, 2 października 2026
Wisława Szymborska - Jacyś ludzie
W jakimś kraju pod słońcem
i niektórymi chmurami.
Zostawiają za sobą jakieś swoje wszystko,
obsiane pola, jakieś kury, psy,
lusterka, w których właśnie przegląda się ogień.
im bardziej puste, tym z dnia na dzień cięższe.
Odbywa się po cichu czyjeś ustawanie,
a w zgiełku czyjeś komuś chleba wydzieranie
i czyjeś martwym dzieckiem potrząsanie.
nad rzeką dziwnie różową.
Dokoła jakieś strzały, raz bliżej, raz dalej,
w górze samolot trochę kołujący.
Przydałaby się jakaś niewidzialność,
jakaś bura kamienność,
a jeszcze lepiej niebyłość
na pewien krótki czas albo i długi.
Coś jeszcze się wydarzy, tylko gdzie i co.
Ktoś wyjdzie im naprzeciw, tylko kiedy, kto,
w ilu postaciach i w jakich zamiarach.
Jeśli będzie miał wybór,
może nie zechce być wrogiem
i pozostawi ich przy jakimś życiu.










