sobota, 22 sierpnia 2026
ALEKSANDER FREDRO - Ironia szczęścia
Oklep na szkapie losu trzymałem się grzywy.
Dzień mijał jako tako — jutro się nie śniło,
A przyszło jutro, — fraszka! — To jak wczoraj było.
Nikt mi téż nie zazdrościł, bo zazdrościć czego?
Nikt nigdy nie oszukał, — wziąłby nic z niczego.
Kochanka mnie nie zwiodła, — przyjaciel nie zdradził,
Bo kochanki nie miałem — przyjaciel nie radził.
Żyłem bez troski, trwogi, biedny a poczciwy,
Ach, kiedym nie znał szczęścia, jakżem był szczęśliwy!
Teraz przybyło szczęście, mam żonę, mam dzieci,
Jeden i drugi dukat w sakiewce się świeci,
Mam dom piękny, wygodny, dobrego kucharza,
Pomyślność co godzina przyjaciół przysparza.
Ale o żonę, dzieci, co chwila truchleję,
Na mój majątek różni czychają złodzieje;
Boję się ognia w domu a za domem szkody,
Mam wszystko czego trzeba, lecz pośród swobody
Zawsze lękam się strzały z nieznanéj cięciwy,
O Boże! Jakżem biedny, że jestem szczęśliwy!
Aleksander_Fredro.
piątek, 21 sierpnia 2026
Julia Hartwig ..... Nie idźmy spać.
czwartek, 20 sierpnia 2026
Adam Ziemianin Wybrane wiersze
Zielony dom
wtorek, 18 sierpnia 2026
Jan Twardowski - Rachunek dla dorosłego
od starego stołu ze zwykłą ceratą
od wzruszenia nie na niby
od sensu
od podziwu nad światem
od tego co nagie a nie rozebrane
od tego co wielkie nie tylko z daleka ale i z bliska
od tajemnicy nie wykładanej na talerz
od matki która patrzyła w oczy żebyś nie kłamał
Jonasz Kofta - Bajka 1002-ga
Władca - co oprócz innych zwyczajów
Miał tysiąc dwieście czterdzieści żon
(Może się mylę o jedną żonę
Bo wszystkie były zaokrąglone)
Władca nie lubił bałaganu
Intryg, w przedsionku przepychania
Uczciwą drogą losowania
By w usprawnieniach swych nie spocząć
I wszystko mieć w każdej porze
Kazał zbudować kryty taśmociąg
Między haremem a własnym łożem
(Sadzono w taśmę kolejne żony
Włączył - i był zadowolony)
Aż - jak kroniki stare podają -
Taśmociąg zawył, zachrzęścił
Stanął! - A w całym Seraju
Nie było zamiennych części
Wnet po pałacu rozniosło się
Że plan się chyba wali
W łożu jest żona 508
A części nie dostarczyli
(Zawsze są takie kłopoty
Kiedy w rozruchu prototyp)
Władca w sypialni kąt wtulony
Przeżywa nudy dramat
Na taśmie więdną nowe, nie użyte żony
A w łożu wciąż ta sama
Nawet niebrzydki biust ma
Ta moja żona pięćset ósma
Dalej nie można przy dzieciach -
Patrz: van de Velde plansza trzecia
Coraz to nowych doznań
Zapragnął władca jak byle łasuch
We dwoje przecież wiele można
Gdy ma się chwilę czasu
Pierzchło zmęczenie i znudzenie
Haremu masą przerobową;
Cieszył się z tego niestrudzenie
Choć nie był wcale Casanovą
Nie popadając w pornografię)
Noc była parna i duszna
Jak zwykle przy miłosnej grypie
Rzekł władca - Wiesz co, pięćset ósma?
Ty chyba jesteś w moim typie
Kiedy poranek okien dosięgnął
Słowik rozśpiewał się w gęstwinie
Szepnął do żony pięćset osiem:
Kochanie, jak ty masz na imię?
Więc został z jedną tylko żoną
To było już dla niego jasne
Jak zachować efektywność wzmożoną
Zmniejszając jednocześnie koszta własne
Bo świat nasz toczy się jednako
A bajki treść nie kłamie
Wciąż ilość nam przechodzi w jakość
A poligamia w monogamię
niedziela, 16 sierpnia 2026
sobota, 15 sierpnia 2026
. Józef Baran - Mijanie się, przemijanie, trwanie..
a one wciąż fruną
i są dla nas stale te same
zadzierając głowy
niezmiennie mówimy na nie
kawki, bociany, pszczoły
nie próbując odróżnić
kawkę od kawki
bociana od bociana
pszczołę od pszczoły
i one dostrzegają w nas
wciąż tego samego człowieka
żyjącego teraz i przed stuleciami
w tej gatunkowej perspektywie
(może nie tak znów niedorzecznej)
Mijając się a nie przemijając
Istniejemy dla siebie
Bezimiennie ale za to wiecznie
czwartek, 13 sierpnia 2026
Krzysztof Kamil Baczyński - Spotkanie dalekie
Dla Z.
Muszę odejść... noce drżą w napiętych żaglach.
Muszę odejść... droga pijana się słania,
płótna wzdyma cisza szalejąca, nagła,
latarniami noc znów elegie wydzwania.
Nie żegnajcie... morze opiło się wiatru,
niespokojne, szarpie grzywy szkła rozbite,
gorzkie bryzgi piany ślady statków zatrą
i odpłynę srebrnym argonautów mitem.
w szeleszczące puszcze wilgotne jak barwy,
nawołuję w echa,
już mi portów nie żal,
kiedy ciszy lazur w silne dłonie narwę.
Raz się tylko zbudzę jak w dalekiej pieśni,
ty mi wyjdziesz cicho, jak dawniej, naprzeciw,
ręce dasz mi wonne w ciepłym świcie, wcześnie,
pobiegniemy w zieleń wolne, leśne dzieci...
Krzysztof Kamil Baczyński 9. II. (39)
wtorek, 11 sierpnia 2026
Mary Oliver
Mary Oliver – amerykańska poetka i eseistka.
Urodzona10 września 1935 - Stany Zjednoczone. Zmarła 17 stycznia 2019.
W 1984 roku zdobyła nagrodę Pulitzera za jej najbardziej znaną kolekcję wierszy American Primitive.
***przemijanie / Jolanta Kozica /
nie ma takiego brzasku
który nie ubrałby się w jasność świtu
nie ma takiego świtu
choćby najpiękniejszego i pełnego obietnic
który przetrwałby do południa
nie ma takiego popołudnia
którego nie zasłoniłyby cienie wieczoru
który nie spocząłby w grobie nocy
przemijanie z każdej chwili
zjawę powstałą czyni
dni przepadają cicho na zawsze
przyszłość nie jawi się kształtem
jedyną rzeczywistością czasu
jest obecna chwila...
/Jolanta Kozica/
niedziela, 9 sierpnia 2026
DONKI ŚWIAT WSPOMNIEŃ.
Trochę będą skaczące te moje wspomnienia..... dzisiejsze są jakby kontynuacją wspomnień o Powstaniu Warszawskim z mojego blogu z dnia 6 sierpnia b.r. .
jest to zachowana przeze mnie w dysku zewnętrznym kopia listu z 31. 10. 2010r. do Pana Jacka - mieszkającego kiedyś w W-wie, w jednym z domow Wawelberga, obecnie w Australii. Jego siostra jest nadal mieszkanką odbudowanego po wojnie domu Wawelberga.
Kręci prywatnie film o Warszawie dawnej i obecnej.... przeczytał gdzieś moje opisy powstania na Woli / chyba w Klubie Seniora / i zwrócił się do mnie byn szerzej opowiedziała o swoich losah.... chciałby umieścic je w tym filmie.
Nie skracając, ani zmieniając podaję treść tego, skopiowanego listu do P. Jacka.
Drogi Panie Jacku!
Bardzo mnie Pana list ucieszył i zainteresował. Oboje – mieszkańcy Woli, mimo że urodzeni w innych epokach historycznych mamy jednakowe korzenie – domy Wawelberga.
Losy jednak zupełnie inne i domy już też nie te Panie Jacku.
Fragment podwórka..... ale piaskownicy, w której się bawiłam już nie ma.
Identyczne jak kiedyś wejście od ulicy..... po prawej stronie byla tzw. wówczas mydlarnia, do której babcia mnie nieraz posyłala ...
W latach sześćdziesiątych odważyłam się pierwszy raz (i chyba ostatni ) skonfrontować swoje wspomnienia domów Wawelberga z lat czterdziestych z ówczesnymi. Niestety nie było tam ani małej kilkuletniej dziewczynki, ani tej już bardziej dorosłej, dziewięcioletniej. Moje miejsce zabaw - podwórko nie budziło we mnie żadnych wspomnień. To nie było moje podwórko......… chyba nie powinno się wracać w miejsce dzieciństwa z nadzieją, że ono na chwilę odżyje. Nic nie może być takie same po dwudziestu latach.
Nie wchodziłam już do klatek schodowych. Chcę Panu powiedzieć, że mnie wtedy jako dziecku nie przeszkadzały punkty sanitarne na korytarzu, bo to było jakby od zawsze.
Pamiętam natomiast mieszkanie dwupokojowe, z starymi, porządnymi, ciężkimi meblami i stojącym dużym zegarem, babcię wdowę, brata o rok starszego i mamusię, też od 1939 roku wojenną wdowę, walczącą dzielnie o przetrwanie i utrzymanie naszej gromadki.
Nie pamiętam byśmy cierpieli biedę, żyliśmy jak wszyscy i mimo okupacji nie miałam nieszczęśliwego dzieciństwa….nie odczuwałam braku lalek, zabawek…. ..... ....... koleżanki na podwórku też ich nie miały.
Ale za to w trzeciej klatce na parterze była świetnie jak na tamte czasy zaopatrzona biblioteka dla dzieci i młodzieży…. i od piątego, szóstego roku życia byliśmy z bratem stałymi jej czytelnikami..
Mama i babcia wieczorami po ułożeniu nas do łóżek - siadywały latem z sąsiadkami pod oknami na ławce…. do tej pory słyszę dochodzące przez otwarte okno odgłosy ich rozmów. Okupacja powodowała, że mieszkańcy naszej klatki schodowej byli zżytą społecznością…. nikt nie obawiał się policjanta mieszkającego na parterze, podkarmiano wspólnie z nim żydóweczkę Lodzię wędrującą od mieszkania do mieszkania. Miał córkę zbliżoną wiekiem do Lodzi.
Między pierwszym, a drugim piętrem, albo drugim a trzecim na korytarzu znajdowała się skrzynka z licznikami prądu, która służyła jako schowek podziemnych gazetek. Ktoś te gazetki dostarczał, a czytali je wszyscy, pewnie i policjant również.
Jednego nie zapomnę – strachu, który nam wtedy ciągle towarzyszył. Na ulicach bardzo bałam się mundurów niemieckich, rozumiałam już co znaczą łapanki uliczne i domowe.
W naszym mieszkaniu - dwukrotnie pamiętam przechowywaliśmy w nocy, w jednym z pokoi z drzwiami zastawionym szafą kilkanaścioro młodych chłopców i dziewcząt zebranych z całego domu bo spodziewano się nocnych aresztowań. Szczęśliwie do tego nie doszło. Pamiętam natomiast śmiechy dobiegajace w nocy z tego pokoju i uciszającą ich zdenerwowaną babcię
Nie zapomnę nalotów nocnych. Syreny - alarm, ubieranie się w biegu, szybkie zbieganie do piwnicy, koniec alarmu – wrócą, nie wrócą. I ta moja biedna mama z dwójką dzieci i babcią staruszką, pilnująca by wszystko przebiegało jak najsprawniej.
Potem powstanie - osobny rozdział. Piąty sierpień. Rzeź, która na zawsze pozostanie w pamięci. Długo by o tym opowiadać. Ale przeżyliśmy. Po powstaniu kolejno dwa miesiące w Strzykułach, majątku ziemskim pod Warszawą, gdzie właściciel udostępnił uciekinierom prycze ze słomą w folwarcznym pomieszczeniu dla służby, potem Ożarów, Łowicz i wieś Górki pod Łowiczem. Tam w małej chałupinie, przylegającej do muru cmentarza / nocami pod tym murem odbywały się egzekucje / doczekaliśmy wkroczenia wojsk radzieckich.
Po dalszej tułaczce, zakończonej na dobre w Gdyni - mama nie myślała już o powrocie do Warszawy. Nie było do czego. Moja dalsza, dość liczna rodzina popowracała jednak, wszyscy powoli jakoś się urządzili, oprócz jednego z wujków, który stracił w powstaniu syna jedynaka i wielki majątek. Rzucił się pod pociąg gdy upewnił się ostatecznie, że jego ukochany syn nie żyje i dowiedział się od jego kolegów, gdzie poległ i kiedy.
A potem – jak wszystkim, nie było lekko, mama bardzo dużo pracowała po godzinach /co teraz się uważa za normalne / i dała jakoś z trudem radę nas wykształcić. Ja skończyłam chemię na politechnice, brat ichtiologię w WSR w Olsztynie. Mieszkałam w Gdyni 22 lata. Ale losy rzuciły mnie na drugi kraniec Polski do Zakopanego, gdzie mieszkamy z mężem przeszło 40 lat w domu zbudowanym w latach trzydziestych XX wieku – przez teścia, przedwojennego majora. Jeszcze coś – mąż urodził się trzy lata przede mną również w domu Wawelberga.
Kilka słów o moich przodkach – dziadek od strony mamy był piłsudczykiem, fabrykantem, no może trochę za szumnie – prowadził małą fabryczkę garbarską, zadłużył się u Żydów i zbankrutował. Przy jego fantazji musiał zbankrutować. Miewał kosztowne pomysły, np. przejażdżki na białym koniu ulicami Warszawy, zakłady na wyścigach konnych. Ale posiadając przyznaną mu przez Piłsudskiego emeryturę - do końca życia powodziło mu się nieźle.
Tata też był człowiekiem nietuzinkowym. Pochodził z kieleckiej wsi. W wieku 15 lat uciekł z domu i podając się za starszego niż był zaciągnął się do legionów. Legioniści pomogli mu zdobyć wykształcenie, po wojnie był pracownikiem sejmu - rozstrzelany przez Niemców jako zakładnik w pierwszych miesiącach wojny 1939r. Mama – warszawianka po przedwojennej Szkole Handlowej, bardzo surowo wychowywana przez dziadka. Dlatego własnym dzieciom zostawiała dużo swobody.
Tata męża miał bardzo ciężkie i ciekawe życie, uczestniczył w trzech wojnach: rosyjsko japońskiej w 1905r., światowej w 1914 - 1918r i II światowej w 1939r.. Kiedyś jego historię opisałam w dokumentalnym fotoreportażu , jeśli byłby Pan nim zainteresowany mogę go przy okazji przesłać - zdjęcia z komentarzami na które Pan natrafił w internecie nie pochodzą z blogu, tylko z wielo tematycznego forum o nazwie Cafe Klub Seniora. Moje wpisy o domach Wawelberga pochodzą z 2008r..... przy okazji Pana listu przypomniałam sobie o nich. Co do blogów jako takich - owszem prowadzę dwa blogi poetyckie, z poezją znanych i nieznanych poetów. Jestem wielką miłośniczką poezji.
Zaciekawił mnie Pana film, chętnie bym go obejrzała….jak rozumiem oparty jest na faktach autentycznych. Niestety nie znam języka angielskiego, więc obejrzenie go z płyty nic by mi nie dało. Czy już ukończony? Dlaczego zamieszkał Pan w Australii? Czy osiadł Pan tam na stałe? Córka jednak jak Pan pisze wybrała Polskę i czwarte pokolenie rośnie na Górczewskiej 15.–.Gratuluję. Mój syn, trochę młodszy od Pana, też od dwóch lat jest dziadkiem. Czyli nas o zgrozo uczynił pradziadkami.
Przepraszam, że odpisuję z opóźnieniem, ale by zmieścić to co powyżej - pisałam ten list z doskoku przez kilka dni. Wyobrażam sobie jak Pan się znudził. Ale tak to ze mną jest, jak już zacznę pisać, to trudno mi skończyć.
Pozdrawiam serdecznie. A. Z.
PS. Co do Facebooka też nie jestem przekonana, ale zrobił się tak popularny, że po prostu nie wypada w nim nie być.
sobota, 8 sierpnia 2026
piątek, 7 sierpnia 2026
Julian Tuwim - Fragment poematu "Kwiaty polskie":
(...) My country is my home. Ojczyzna
Jest moim domem. Mnie w udziele
Dom polski przypadł. To - ojczyzna.
A inne kraje to hotele.
Mój dom. Mieszkanie. Pokój. Biurko.
A w nim (pamiętasz?) ta szuflada,
Do której się przez lata składa
Nie używane już portfele,
Wygasłe kwity, wizytówki,
Resztki żarówki, ćwierć-ołówki...
Leży tam spinka, fajka, śrubka,
Syndetikonu pusta tubka,
Jakaś pincetka czy pipetka,
Stara podarta portmonetka.
Kostka do gry, koreczek szklany.
Bilet na dworcu nie oddany,
Szary zamszowy futeralik,
Zeschły pędzelek, lak, medalik,
Przycisk z jaszczurką bez ogona,
Legitymacja przedawniona,
Brązowe pióro wypalane
Z białym napisem "Zakopane".
Korbka od czegoś, klucz do czegoś,
Lecz już oboje "do niczegoś"
Słowem, wiesz, jaka to szuflada...
A gdy jej wnętrze dobrze zbadasz,
Znajdziesz tam małe zasuszone
Serce twe, w gratach zagubione...
Więc nie wyrzucaj nic, nie sprzątaj...
Przyda, nie przyda się -- niech leży.
Oszczędzaj graty przy "porządkach"
W takich szufladach i zakątkach,
Boś z każdym cząstkę życia przeżył
I trwasz, nie wiedząc, z tą starzyzną...
Jak z tą szufladą, tak z ojczyzną:
Nic nie wyrzucisz. Coś ci wzbrania
Przetrząsnąć lamus przywiązania
I "niepotrzebne", "nieużyte"
Usunąć. Niech zostanie z tobą.
Zabobon, mówisz? Tak, zabobon...
Ludzie uczeni zwą to - mitem.
I z tej codziennej mitologii
Nagłych, z zaułka, zjawień, olśnień,
To z barwy, z linii, to z melodii
Chwila ojczyzną ci wyrośnie.
Emily Dickinson - Nie, nie znam samotności
Nieprzeliczone zastępy -
Drwią sobie z drzwi zamkniętych -
Nie mają szat ani imion -
Almanachów - ni krajów -
Lecz nieokreślone domy
Jak gnomy -
Kurierzy w moim wnętrzu
Dają znać, że są w drodze -
Odejścia nie ogłaszają -
Bo nigdy nie odchodzą -
Emily Dickinson
Tł. Ludmiła Marjańska
